Książki i recenzje

Pierwsza samodzielna książka Mariusza Borowiaka „Mała flota bez mitów” (firmowana przez Gdański Dom Wydawniczy w 1999 r.) była wydarzeniem wydawniczym w Polsce – szczególnie gorąco komentowana w środowisku historyków, dziennikarzy, publicystów i pasjonatów spraw wojenno-morskich. Dzięki kolejnym książkom – ponad 100 – zyskał sobie liczne grono zwolenników, a wiele z nich aspiruje do miana historycznych bestsellerów. Borowiak do perfekcji opanował trudną sztukę łączenia przyjemnego z pożytecznym. Jego publikacje to nie tylko cenna lekcja historii, ale również gwarancja przyjemności czytania. Dziennikarze, którzy lubują się w górnolotnych frazesach, z miejsca przylepili mu łatkę „skandalisty, obrazoburcy i odbrązawiacza polskiej historii”, co miało związek przede wszystkim z badaniami nad dziejami Polskiej Marynarki Wojennej w latach 1918-1947. Nie ulega wątpliwości, że Borowiak, jako autor książek i artykułów, doskonale odnajduje się w świecie sensacji, wyciągając na światło dzienne treści kontrowersyjne, a nierzadko wręcz skandalizujące. Żadna książka, nawet najlepsza, nie może pozostawić krytyków obojętnymi. Zawsze znajdzie się coś, co można jeszcze poprawić. Czytelnicy książek Mariusza Borowiaka zdają się dawać mu – od blisko ćwierćwiecza – kredyt zaufania. Liczne grono zwolenników poszerza się z każdą wydaną publikacją. Jak to jednak bywa, kolejne opracowania zostają poddane krytyce, zarówno tej potrzebnej, konstruktywnej, jak również destrukcyjnej, obliczonej na wylewanie żalów i frustracji. W przypadku Borowiaka najczęściej pojawiającym się zarzutem jest szukanie kontrowersji. Etykieta obrazoburcy, która niewątpliwie pomaga mu w promocji publikacji, przylgnęła na tyle mocno, że dzisiaj trudno się od niej uwolnić. Tyle tylko, że właśnie w takiej tematyce czuje się on najlepiej.

Books and Reviews

Mariusz Borowiak’s first independent book, “Mała Flota bez Mitów” (Small Fleet Without Myths) (endorsed by the Gdańsk Publishing House in 1999), was a remarkable publishing event in Poland – widely asserted by historians and journalists of maritime affairs. Thanks to his subsequent books – over 100 – he gained a large group of supporters. Many of his books are historical bestsellers. Borowiak has mastered the difficult art of combining business with pleasure. His publications are not only a valuable history lesson, but also a guarantee of reading pleasure. Journalists who like high-flown phrases immediately labeled him a “scandalous, iconoclastic and debunker of Polish history”, which was related primarily to research on the history of the Polish Navy in 1918-1947. There is no doubt that Borowiak, as the author of books and articles finds himself perfectly in the world of sensationalism, bringing to light controversial and often even scandalous contents. No book, even the best, can leave critics indifferent. There is always room for improvement. Readers of Mariusz Borowiak’s books seem to give him – for nearly a quarter of a century – a credit of trust. A large group of supporters is expanding with each publication. As it happens, however, subsequent studies are subject to criticism, both the necessary constructive and destructive calculated to pour out regrets and frustration. In the case of Borowiak, the most frequent accusation is looking for controversy. The label of the iconoclast, which undoubtedly helps him in promoting the publication, stuck so tightly that today it is difficult to break free from it. It’s just that, it is precisely in this subject that he feels the best.

„Mała flota bez mitów” – strzał w dziesiątkę

Ta książka jeszcze na długo przed ukazaniem się wzbudziła olbrzymie kontrowersje w kraju i za granicą, w środowisku kombatantów Polskiej Marynarki Wojennej. Wielkopolanin, badacz historii i publicysta morski, Mariusz Borowiak, podniósł rękę na świętości narodowe – na wpajaną nam przez lata heroiczną wersję dokonań PMW w trakcie drugiej wojny światowej, na nieskazitelną sylwetką dowódcy Westerplatte, majora Henryka Sucharskiego. Stylem swojego mistrza, Jerzego Pertka, kreśli na kartach książki obraz marynarskiej braci różny od tego, do którego byliśmy dotychczas przyzwyczajeni. Prawda przekazywana przez Borowiaka jest inna, zmienia utrwalony wizerunek historii Polski, pozostawiając skazę na honorze. Major Henryk Sucharski już 2 września 1939 roku zamierzał poddać Westerplatte; zbuntowane oddziały na Helu wywiesiły białą flagę, nie chcąc walczyć z Niemcami; dowódca legendarnego okrętu podwodnego ORP „Orzeł”, komandor podporucznik Henryk Kłoczkowski, symulował chorobę, by wydostać się ze swojego okrętu; komandor podporucznik Bogusław Krawczyk, dowódca „Wilka”, pod presją Kierownictwa Marynarki Wojennej odebrał sobie życie strzałem z pistoletu

Każdy z kolejnych trzydziestu pięciu rozdziałów odkrywa fakty nieznane, ukrywane lub otaczane murem milczenia, często wstrząsające: bunty załóg, dezercje, nadużycia i demoralizację, kolizje okrętów. Przedstawione zdarzenia to wybrane epizody z dziejów polskiego oręża morskiego, których nie da się wymazać z pamięci czy przemilczeć – nawet jeśli burzą mity i stereotypy.

Recenzja Portalu Historycznego II wojna światowa:

Gdy redagowałem newsa dotyczącego „Małej floty bez mitów”, musiałem w jakiś sposób zapowiedzieć autora i jego nowe dzieło. W przypadku Mariusza Borowiaka rozwiązanie nasunęło się samo i było dość oczywiste – zaanonsowałem go jako faceta, którego nikomu nie trzeba przedstawiać. Myślę, że miłośnicy historii II wojny światowej, którzy regularnie śledzą nowości pojawiające się na rynku wydawniczym, zgodzą się ze mną w stu procentach. Polski historyk to nie tylko autor bardzo płodny literacko, ale i medialny, głównie ze względu na wypracowany styl oraz zakres i tematykę poruszanych zagadnień. Jakoś tak się przyjęło, iż do Borowiaka przylgnęła etykieta „odbrązawiacza” naszej narodowej historii, człowieka od zadań specjalnych, który nie boi się stanąć w szranki z pisarzami sprzed lat, wykazując fałsz i zakłamanie w prezentowanych do tej pory opracowaniach. Innymi słowy – obrazoburca, który za nic ma narodowe świętości. Recenzując jego dotychczasowe prace, dowodziłem już, iż trudno bez mrugnięcia okiem akceptować rewelacje, jakie wypisują krytycy Borowiaka. Jednocześnie nie można się nie zgodzić, iż autor ten jak mało kto potrafi wzbudzać emocje i kontrowersje. „Mała flota bez mitów”, jedno z jego sztandarowych dzieł, dziś nieco odświeżone, miało potwierdzić wszystkie tezy, które stawiałem wcześniej w odniesieniu do polskiego historyka.

Można powiedzieć, iż przynajmniej w przypadku przygotowania książki Borowiaka, tradycji stało się zadość, bowiem za druk odpowiedzialna była Oficyna Wydawnicza Almapress, która nieustannie od lat prezentuje czytelnikom kolejne tomy z literackiego dorobku historyka. Jak zwykle, na pierwszy ogień oceny idzie jakość wydania. „Mała flota bez mitów” to pięknie i estetycznie przygotowana książka, której walory podkreśla twarda okładka, spora liczba zdjęć archiwalnych zamieszczonych na wkładkach i bardzo dobra praca redakcyjno-korektorska. Ustrzeżono się większych wpadek, sporadycznie trafiające się błędy sprowadzić można do literówek bądź interpunkcji, dzięki czemu pod tym względem zastrzeżeń mieć nie można. Komfortowe rozmieszczenie przypisów na dole strony umożliwia bardziej wydajną i wygodniejszą pracę, a sam projekt graficzny, choć może nie rzuca na kolana, jest dopracowany i skonstruowany w umiejętny sposób. Śmiało można powiedzieć, iż Almapress wykonało kawał dobrej roboty i zauważalny stał się rozwój tego wydawnictwa pod kątem wstępnych prac redakcyjnych, co z pewnością cieszy autorów książek i, pewnie przede wszystkim, czytelników.

W pierwszej kolejności określić musimy zakres tematyczny publikacji Borowiaka. Autor nie koncentruje się na jakichś konkretnych wydarzeniach, stara się raczej zaprezentować szerokie spojrzenie na Polską Marynarkę Wojenną w okresie II wojny światowej. Jest zatem sporo odniesień do kampanii wrześniowej, jest duża liczba informacji poświęconych bitwom morskim, akcjom konwojowym. Dostajemy do rąk całkiem szeroką perspektywę, jakby przegląd archiwalny tego, co działo się w II wojnie światowej przy aktywnym udziale polskich marynarzy. A tego typu historii opowiedziano już sporo. Tyle tylko że bardzo często robiono to albo niedokładnie, albo przy ewidentnym wypaczeniu podstawowych danych, co miało przysłużyć się polskiej sprawie. Borowiak stara się odczarować pewne mity, daje sobie spokój z patriotycznym uniesieniem, choć trzeba przyznać, iż oprócz kwestii kontrowersyjnych w jego pracy znajdują się także elementy potwierdzające słuszność tezy o waleczności i bohaterstwie Polaków. Tego nikt im odebrać nie może i pewnie nie chce. A już na pewno nie chce tego Borowiak. Autor wybiera się w podróż-poszukiwanie prawdy, docierając do mnóstwa dokumentów archiwalnych i relacji świadków, z których wyłania się obraz wojennej rzeczywistości nieco inny od tego, jaki znamy ze spopularyzowanej wersji historii. Nie uważam, by autor w celowy sposób polował na kolejne sensacje bądź decydował się na wypaczenie doniesień z przeszłości w celu przyciągnięcia uwagi czytelników. Borowiak ma to do siebie, iż lubi szukać innych rozwiązań, podpierając się żelazną argumentacją i niezliczoną ilością materiału dowodowego, którego dostarcza mu właśnie historia. „Mała flota bez mitów” to książka przede wszystkim o marynarce wojennej. Patrzenie na nią przez pryzmat tylko i wyłącznie kontrowersji jest krzywdzące i dla autora, i dla opowiedzianych historii.

Niewątpliwy atutem „Małej floty bez mitów” jest styl autora. Borowiak bazuje na wiedzy i dostępie do licznych źródeł, wykorzystując przy tym potencjał literacki wykształcony w toku wieloletnich prac. Doświadczenie pisarskie autora sprawiło, iż wypracował on charakterystyczną umiejętność łączenia publicystyki z fachowością historyka na najwyższym poziomie. Obawiałem się nieco, iż dostanę do rąk dzieło koncentrujące się wyłącznie na polemice z innymi autorami (co w wykonaniu Borowiaka mogliśmy zaobserwować w dużej mierze przy okazji prac poświęconych Westerplatte), jednakże rzeczywistość szybko zweryfikowała moje mylne założenia. Polski historyk nie tylko nie skupia się na adwersarzach, ale i prezentuje własny unikalny styl rozumowania, przedstawiając rozmaite dane, dokumenty archiwalne, cytując dziesiątki wypowiedzi świadków i uczestników zdarzeń. Konsekwentnie odtwarza przeszłość, robiąc to szczegółowo, dokładnie i z pasją psa gończego organizuje swoisty pościg za prawdą. Posiada także umiejętność łączenia przyjemnego z pożytecznym – „Mała flota bez mitów” to lektura na wysokim poziomie merytorycznym, która doskonale prezentuje się także pod względem przyjemności płynącej z czytania. Wyróżnić trzeba również liczbę źródeł, jakie pojawiają się w tekście. Borowiak zgrabnie wplótł je w narrację, dzięki czemu nie mamy wrażenia wtórności bądź pójścia na łatwiznę.

Kolejna praca wyrwana z literackiego dorobku Mariusza Borowiaka i kolejne znakomite, wnoszące do dyskusji wiele nowych informacji opracowanie. Dziś stwierdzić można, iż autor ten jest po prostu skazany na sukces, swoją popularność zawdzięczając fachowości, rzeczowości i walorom literackim. W konsekwencji nie tylko doszukuje się nowych danych, rozwiewając część narosłych przez lata mitów, ale i robi to w świetnym stylu, dzięki czemu po raz kolejny trafi do wielu miłośników naszej narodowej historii, nawet tej potraktowanej w sposób obcesowy. Nie wydaje się jednak, by wnioski, do jakich dochodzi Borowiak, były naciągane bądź pozbawione poparcia dowodami. Historyk umiejętnie sięga po historyczne dane, dokumenty archiwalne, wykorzystując historyczny potencjał opowieści o dziejach Polskiej Marynarki Wojennej. Nie jest prawdą, iż Borowiak decyduje się zniszczyć tworzony przez lata wizerunek polskich sił morskich, choć jest dość stanowczy w swych opiniach i konsekwentnie buduje pełny obraz wojennego świata, udowadniając, a następnie broniąc postawionych przed czytelnikami tez. W efekcie „Mała flota bez mitów” to nie tylko nawiązanie do wybitnego dzieła Jerzego Pertka sprzed lat, ale i innowacyjna, pełna kontrowersji i znakomicie podanych wiadomości praca, która weryfikuje naszą dotychczasową wiedzę o zaangażowaniu Polskiej Marynarki Wojennej w II wojnę światową, powodując wrzenie w niektórych kręgach, co bardziej nastawionych na wzmacnianie etosu bohaterskiego polskiego oręża.

Premiera: 4 listopada 1999 r. Księgarnia „Literacka” w Gdyni przy ul. Świętojańskiej 47.

Format: B 5

Liczba stron: 536

Wydawnictwo: Gdański Dom Wydawniczy

Wydanie II: Gdański Dom Wydawniczy, Gdańsk 2001, s. 536

Wydanie III (I w tej edycji): Oficyna Wydawnicza „Alma-Press”, Warszawa: 2010, s. 368.

„Westerplatte. W obronie prawdy” – Bestseller 2001 r.

Książka ujawnia wiele nieznanych faktów z przebiegu walk, lecz przede wszystkim przedstawia kulisy dowodzenia obroną Wojskowej Składnicy Tranzytowej na Westerplatte we wrześniu 1939 r. Rzetelnie opracowane dokumenty i relacje pokazują, że to nie major Henryk Sucharski, lecz kapitan Franciszek Dąbrowski był rzeczywistym dowódca obrony. Po latach przemilczeń i zafałszowań po raz pierwszy dowiadujemy się o prawdziwym przebiegu wydarzeń. Publikacja opisuje polskie piekło – jak to dyletanci oraz cwaniacy zawłaszczali sobie przeszłość, przemilczając niewygodną prawdę.

Znany specjalista od odbrązawiania historii polskiej marynarki wojennej, kolejny raz włożył kij w mrowisko. Zajął się mianowicie jedną z największych świętości narodowej – Westerplatte. I udowodnił, iż opowieści o walkach były niepełne, zafałszowane oraz celowo poprzekręcane.

                                                                                                                     „Kulisy”

Książka Mariusza Borowiaka „Westerplatte. W obronie prawdy” jest najpełniejszym przedstawieniem kontrowersji wokół postaci Sucharskiego.

                                                                                                                   „Rzeczpospolita”

Książka ostatecznie rozstrzyga prawdę o realiach obrony Westerplatte, o ludziach związanych i z walką, i z jej kultywowaniem. […] Jest to jedna z najcenniejszych prac popularnonaukowych, jakie powstały na temat obrony Westerplatte. W dodatku napisana świetnym językiem

                                                                                                                  „Głos Wielkopolski”

Recenzja Portalu Historycznego II wojna światowa:

Westerplatte stanowi dla nas, Polaków, miejsce niezwykłe. Jest to niejako symbol, który ma nam ukazywać bohaterstwo ówczesnych żołnierzy Wojska Polskiego, którzy w 1939 roku stanęli do walki przeciwko najazdowi hitlerowskiemu. Przez lata wydarzenia na Westerplatte stawiano w czołówce miejsc, w których poświęcenie Polaków było największe, gdzie waleczni żołnierze decydowali się ginąć za ojczyznę, w imię wolności i niepodległości. W czasach Polski Ludowej mit Westerplatte podnoszono jeszcze silniej, kojarząc go przede wszystkim z osobą mjr Henryka Sucharskiego, dowódcy obrońców Składnicy Tranzytowej. Już sam fakt, że major znalazł się w placówce czyni z niego postać niezwykłą. Co więcej, jego osoba stała się symbolem walk o Westerplatte, symbolem niezłomności i bohaterstwa. Z biegiem lat legenda Sucharskiego zaczęła chwiać się w posadach, a to ze względu na coraz większą liczbę informacji ukazujących dowódcę Westerplatte w zupełnie innym świetle. Relacje żołnierzy, szczególnie kpt. Franciszka Dąbrowskiego, zwróciły uwagę zainteresowanych wydarzeniami września 1939 roku na możliwość zupełnie innego przebiegu działań zbrojnych na Westerplatte. Wprawdzie sylwetka dzielnego majora na stałe zagościła w naszej historiografii, jednak z czasem mit „nieustępliwego żołnierza” zaczęto obalać. Mariusz Borowiak jest jednym z tych, którzy nie boją się odkrywać prawdy, sięgać tam, gdzie zdecydowało się sięgnąć niewielu przed nim. To czyni z jego pracy publikację wyjątkową, choć może przesadnie skupioną na tym, by udowodnić, że historia żołnierzy, którzy „czwórkami do nieba szli” nie była taka, jakby się mogło wydawać na pierwszy rzut oka.

Zanim skupimy się na warstwie tekstowej publikacji, musimy się zająć jej wydaniem. W 2008 roku czytelnicy otrzymali do rąk drugie opracowanie „Westerplatte. W obronie prawdy.”, które poszerzono o nowe informacje i nieco przeredagowano w stosunku do pierwowzoru. Wydawnictwo Alma-Press zadbało o bardzo estetyczne przygotowania produktu, który w 2008 roku trafił na sklepowe półki. Mój egzemplarz prezentuje się naprawdę okazale – twarda okładka, miłe dla oka opracowanie graficzne. To sprawia, że książkę czyta się przyjemnie. Co więcej, została ona bogato ilustrowana, a nawigację przygotowano w sposób przyjazny czytelnikowi. Osobiście, jednakże jest to zdanie subiektywne, przeszkadzały mi jedynie sporych rozmiarów marginesy z boku każdej strony. Być może jest to jedynie efekt optyczny, ale dziwnie wyglądały przy takim opracowaniu książki. Nie róbmy jednak sztucznych problemów z tego, co kłopotem nie jest – mój zmysł estetyczny niekoniecznie musi pokrywać się z tradycyjnie przyjętym kanonem. Wśród uwag technicznych musimy jeszcze zamieścić informację o obszernym wprowadzeniu napisanym przez autora publikacji. Przedmowy do drugiego i pierwszego wydania z miejsca wyjaśniają nam, czym zajmował się Borowiak i jakie było umotywowanie jego pracy. Młody twórca prac marynistycznych, jak przedstawia go krótka notka biograficzna zamieszczona na tylnej obwolucie, jest specjalistą w obalaniu pewnych mitów. Taki też cel przyświecał mu podczas pisania „Westerplatte” (od tej pory posługiwać się będziemy skróconą wersją tytułu).

Kontrowersje, obrazoburczość, rozwiewanie wątpliwości – tymi słowami najłatwiej możemy podsumować meritum pracy Borowiaka. Nic dziwnego, że zyskał on sobie miano odbrązawiacza, który nic sobie nie robi z polskich historycznych świętości. I chwała mu za to, bo oprócz pomników i legend potrzeba też trzeźwego spojrzenia na dane zagadnienie. Tematyka, z jaką przyszło mu się zmierzyć, jest niezwykle trudna, bo świadomość społeczeństwa ciężko zmienić, zwłaszcza, gdy pewne teorie powtarzane są nieustannie. Publikacja Borowiaka ma charakter dwojaki – z jednej strony odkrywa on kulisy obrony Westerplatte, skupiając się przede wszystkim na problematyce załamania nerwowego Sucharskiego, z drugiej strony stara się polemizować z autorami, którzy tworzyli przed nim. Już choćby tytuł jednego z rozdziałów mówi, iż Melchior Wańkowicz i Mirosław Azembski znajdą się pod ostrzałem krytyki młodszego kolegi po fachu. Jest z czym walczyć, bowiem obaj przedstawili nam mocno naciągany obraz Westerplatte, w którym główną rolę grał Sucharski. Część zarzutów, które podnosi Borowiak, wyszło na jaw już wcześniej. Jego praca niejako ma wykazać, gdzie poprzednicy popełnili błędy i jak należy je rozumieć. Momentami ma się wrażenie czytania sprawozdania za powojenny okres wydawniczy, w którym z dużą dozą krytyki Borowiak rozprawia się z kolejnymi nieścisłościami, przemilczeniami lub jawnymi kłamstwami. Warto wspomnieć, iż Borowiak dociera do dziesiątek dokumentów, które do tej pory albo były na cenzurowanym, albo w ogóle nie ujrzały światła dziennego. Jego przenikliwość jest godna podziwu. Niektórych może ona przyprawiać o palpitację serca, ale wydaje się, iż prawda jest w tym momencie ważniejsza.

No właśnie, prawda. Przyznać trzeba, iż polemika z kolejnymi pracami podparta jest mocnymi argumentami, a autor „Westerplatte” odwołuje się również do ustaleń niektórych poprzedników, którzy także odsłaniali kulisy zdarzeń w placówce. Widać, iż Borowiak jest przeświadczony o własnej racji i momentami dość agresywnie wykazuje omyłki strony przeciwnej. Zasadniczo, to było jego głównym zadaniem, a książka stać się miała dokumentem zaświadczającym o bezpodstawności wielu dotychczasowych twierdzeń. Zrewidowanie poglądów czytelników nie jest próbą odbierania chwały tym, którzy niegdyś bili się na Westerplatte, lecz wysiłkiem w celu przeniesienia wagi bohaterstwa na ludzi, którzy bardziej zasługują na opinię herosów, jak chociażby kpt. Dąbrowskiego. Na publikację Borowiaka w dużej mierze wpłynęły relacje kapitana, które stoją w sprzeczności z tym, co przed śmiercią zdążył opowiedzieć Sucharski. Ciężko jest rozstrzygnąć, kto tak naprawdę ma rację w sporze, jednakże dzisiaj wydaje się, iż siła argumentów przemawia za opozycją względem majora. „Westerplatte” jest zatem swoistą walką o prawdę. Wydawać się może, iż taka publikacja jest dziełem nie do końca trafionym – zamiast skupiać się na problematyce walk o placówkę, ma na celu wykazanie błędów innych ludzi w postrzeganiu wydarzeń na Westerplatte. Rozwiązanie to nie wszystkim musi przypaść do gustu. Biorąc do ręki egzemplarz książki, spodziewałem się dostać produkt przede wszystkim opowiadający historię tamtych dni. Tymczasem mam pracę rzetelną, podpartą argumentami i dokumentami, ale oprócz obalenia tez poprzedników wnoszącą niewiele do mojego ogólnego rozeznania w sytuacji Składnicy Tranzytowej. Mimo wszystko warto jest bić się o prawdę. Powstaje jednak zasadniczy problem – czy kłamstwo powtarzane wiele razy samo nie staje się prawdą?

Niezwykle obrazoburczy charakter pracy z pewnością wzbudza szereg kontrowersji. Borowiak zdecydowanie, w oparciu o dziesiątki dokumentów, rozprawia się z mitami narosłymi wokół legendarnej obrony Westerplatte. Nie odmawia on bohaterstwa i waleczności ówczesnym obrońcom Składnicy, stara się jednak nieco odbrązowić wydarzenia, które w polskiej historiografii stały się symbolem nieustającego oporu na przekór wszystkim. Schemat pracy jest dość prosty, a autor skupia się przede wszystkim na polemice z ludźmi, którzy poprzedzali go w twórczości dotyczącej Westerplatte. Robi to w sposób metodyczny, choć momentami dość agresywny. Nie zmienia to jednak faktu, iż „Westerplatte. W obronie prawdy.” to praca niezwykle wartościowa i godna polecenia każdemu miłośnikowi historii II wojny światowej. Co bardziej „bogoojczyźniani” czytelnicy poczują się dotknięci rewidowaniem wyobrażeń o legendarnych obrońcach, jednakże Borowiak nie robi tego przez złośliwość lub bez przygotowania, co powoduje, iż jego publikacja ma niezwykłe walory edukacyjne. Nie musimy zgadzać się z wszystkimi tezami autora i pewnie wielu będzie takich, którzy podejmą się krytykowania jego opracowania. Mimo wszystko warto je przeczytać, choćby w ramach ciekawostki – dla poznania innego spojrzenia na trudny do rozstrzygnięcia, szczególnie po tylu latach, problem obrony polskiej Składnicy Tranzytowej na Westerplatte.

Premiera: 27 października 2001 r. 5. Targi Książki w Krakowie, ul. G. Zapolskiej 38

Format: B 5

Liczba stron: 294

Wydawnictwo: Gdański Dom Wydawniczy

Wydanie II i III: Oficyna Wydawnicza „Alma-Press”, Warszawa, 2008, s. 240

Wydanie IV: Oficyna Wydawnicza „Alma-Press”, Warszawa, 2012, s. 263.

Mała flota bez mitów 2

To już druga pozycja książkowa pod wspólnym tytułem Mała flota bez mitów. Podobnie jak w poprzedniej części, tematem tej publikacji jest historia Polskiej Marynarki Wojennej w latach drugiej wojny światowej. Początkowo nie brałem pod uwagę napisania następnej książki, przybliżającej czytelnikom kolejne mało znane lub całkowicie dla nich nowe fragmenty dziejów naszej floty wojennej. Tymczasem już na etapie prac redakcyjnych tomu pierwszego Małej floty bez mitów otrzymałem od Czytelników wiele listów zachęcających do kontynuowania tematu. Co najważniejsze, większość korespondencji pochodziła od ludzi młodych, pasjonujących się dziejami PMW. Również podczas kilkukrotnego pobytu w Instytucie Polskim i Muzeum im. gen. Sikorskiego w Londynie, gdy prowadziłem kwerendę niezwykle interesujących dokumentów, natrafiłem na kolejne zagadnienia, które w poprzednich dziesięcioleciach nie doczekały się rzetelnej weryfikacji.

Premiera: 2001

Format: B 5

Liczba stron: 416

Wydawnictwo: Gdański Dom Wydawniczy

Monografie z Wydawnictwa Lampart

ORP GRYF

Polecamy monografię morską, poświęconą największemu okrętowi przedwojennej Marynarki Wojennej II RP – ORP Gryf. Autor prezentuje narodziny koncepcji okrętu, kulisy jego powstania i służbę w marynarce. Książka zawiera wiele niepublikowanych dotąd zdjęć oraz dokładne rysunki jednostki i jej uzbrojenia.

Premiera: 2000

Format: A4

Liczba stron: 64

Wydawnictwo: Lampart.

ORP PIORUN

Kolejna monografia z serii Biblioteka Magazynu Morza, Statki i Okręty poświęcona jednemu z najbardziej znanych i zasłużonych okrętów Polskiej Marynarki Wojennej na Zachodzie. Autor, znany badacz dziejów polskiej floty wojennej, gwarantuje wysoki poziom merytoryczny opracowania uwzględniający najnowszy Stawin wiedzy. Całość bogato ilustrowana, w większości niepublikowanymi fotografiami archiwalnymi.

Premiera: 2000

Format: A4

Liczba stron: 64

Wydawnictwo: Lampart.

ADMIRAŁ. BIOGRAFIA JÓZEFA UNRUGA

Biografia admirała Józefa Unruga, oficera Kaiserliche Marine podczas pierwszej wojny światowej (służył na U-Bootach), dowódcy Floty i obrony Wybrzeża we wrześniu 1939 r.

Mariusz Borowiak to bez wątpienia najbardziej kontrowersyjny pisarz marynistyczny, jakiego znam. Pierwsza jego książka „Mała flota bez mitów” wywołała burzę, przede wszystkim w środowisku marynarki wojennej. W zasadzie ludzie marynarki podzielili się na dwie grupy: jednych, którzy uważali, że jeśli faktycznie w marynarce działo się tak źle, jak opisuje autor, to trzeba o tym pisać. Drudzy – a tych była raczej zdecydowana większość – uważali, że należy potępić w czambuł Borowiaków i wszystkich mu podobnych, ponieważ Marynarka jest świętością, której nie należy szargać. […]

Mariusz Borowiak nie należy do moich ulubionych pisarzy. Irytuje mnie tym, że nie ma dla niego świętości. Tak jak w przypadku przedstawienia sprawy majora Sucharskiego w swojej książce o Westerplatte. Ale z drugiej strony to właśnie dzięki niemu odkrywamy bohaterów zapomnianych przez historię. Przykładem może być tutaj kapitan Dąbrowski, zastępca majora Sucharskiego.

„Admirał” to opowieść o zapomnianym admirale, jednym z najwybitniejszych w historii naszej PMW, który do tej pory nie doczekał się biografii. Mariusz Borowiak przybliża nam tę postać. I pokazuje, że nie jest jedynie pisarzem szukającym taniej sensacji, że też wnosi swój wkład w historię PMW i to tę najpiękniejszą, przedstawiając nam jedną z najwybitniejszych postaci z marynarki wojennej II Rzeczypospolitej.

                                                                                                   Andrzej Ryba, wydawca  

Premiera: Uroczyste wodowanie książki na pokładzie okrętu-muzeum ORP Błyskawica, 24 lutego 2005 r.

Format: A5

Liczba stron: 396

Wydawnictwo: Finna.

Admirał Unrug 1884-1973. Jedyna biografia najwybitniejszego oficera PMW II RP

Zmieniona, poprawiona i rozszerzona jedyna biografia admirała floty Józefa Unruga, dowódcy Floty Polskiej Marynarki Wojennej w latach 1925-1939. Były oficer Cesarskiej Marynarki Wojennej (Kaiserliche Marine) w stopniu kapitana marynarki podczas I wojny światowej na przestrzeni trzech lat był dowódcą czterech z sześciu, okrętów podwodnych (U-Bootów). Przez blisko piętnaście lat służył w zawodowej kajzerowskiej flocie. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości wstąpił do PMW; uznawany jest za twórcę przedwojennej polskiej floty wojennej. Wybitny oficer, wychowawca i dżentelmen. Legendarny dowódca obrony Wybrzeża we wrześniu 1939 roku. Po kapitulacji Helu trafił do niewoli niemieckiej. Zachowanie Unruga w niewoli stworzyło legendę wokół jego osoby. Były dowódca polskiej Floty w latach 1939-1945 przebywał w 7 obozach jenieckich. Po wojnie pozostał na emigracji. Rząd brytyjski przyznał Józefowi Unrugowi emeryturę – ale admirał jej nie pobierał! Zamieszkał w Anglii, Maroko, na końcu w Domu Polskim dla emerytów w Lailly-en-Val we Francji, gdzie zmarł po ciężkiej chorobie w 1973 roku. Został pochowany na cmentarzu w Montresor. W 2018 r. prochy admirała i jego żony, Zofii, spoczęły na cmentarzu w Oksywiu. Książka została wzbogacona o wiele unikalnych materiałów ilustracyjnych i dokumenty źródłowe przechowywane zarówno w kraju, jak i zagranicą, m.in. pochodzące ze zbiorów rodziny Unrugów we Francji, oraz ze zbiorów prywatnych i państwowych we Flensburgu, Berlinie, Cuxhaven i Freiburgu.

Recenzja Portalu Historycznego II wojna światowa:

Gdy usłyszałem, że naczelny obrazoburca RP, Mariusz Borowiak, po raz kolejny rusza do boju, nie byłem tym faktem w żaden sposób zaskoczony. Wielokrotnie miałem okazję czytać publikacje polskiego historyka, pasjonata II wojny światowej i historii Polskiej Marynarki Wojennej i nie ulega wątpliwości, iż książki sygnowane jego podpisem jeszcze przez wiele lat zdobić będą półki hobbystów i podobnych jemu miłośników czasów przeszłych. Nie da się również ukryć, iż Borowiak jest autorem wyjątkowo płodnym. Z zaskakującą regularnością na rynek trafiają jego kolejne prace, w których porusza nowe problemy lub odwołuje się do swoich wcześniejszych osiągnięć naukowych. Nie jest to jednak autor koniunkturalny, podczepiający się pod jakieś konkretne okoliczności. Już na pierwszy rzut oka widać, że to człowiek z pasją, o rozlicznych zainteresowaniach i z ogromną wiedzą, który chciałby podzielić się z czytelnikami informacjami, do jakich dotarł podczas swoich prac naukowych. Jako że nierzadko decyduje się on stawiać kontrowersyjne tezy, burzyć wypracowany przed laty obraz historii, przylgnęła do niego etykieta obrazoburcy, który za nic ma narodowe świętości. Być może styl pisania Borowiaka nie przemawia do każdego, jednak żaden miłośnik historii polskiej marynarki nie przejdzie obok publikacji tego autora obojętnie. A to już o czymś świadczy. Niesłabnące zainteresowanie kolejnymi projektami Borowiaka jest najlepszym miernikiem tego, że zyskał on sobie liczne grono fanów, dla których odmienne spojrzenie na polską historię jest efektowne, ciekawe, nawet potrzebne, by odświeżyć to, co właściwie zostało zatarte przez upływający czas. Postać adm. Józefa Unruga długo przebywała pod pokaźną warstwą kurzu. Borowiak postanowił przybliżyć nam sylwetkę dowódcy Obrony Wybrzeża z okresu kampanii wrześniowej.

Już w 2004 roku w księgarniach ukazała się pierwsza wersja biografii admirała. Dzisiaj czytelnicy otrzymują wydanie rozszerzone i poprawione, którego dystrybucją i przygotowaniem zajęła się Oficyna Wydawnicza Alma-Press, kojarzona zapewne także ze względu na wcześniejszą współpracę z Borowiakiem. Przygotowanie książki nie pozostawia wątpliwości – została ona opracowana w sposób profesjonalny, fachowy. Twarda okładka z pewnością dopełnia wrażenia wszędobylskiej estetyki. Są wkładki ze zdjęciami, ubarwiającymi relację Borowiaka. Jest też przestronny, ułatwiający nawigację podział tekstu, który czyta się przyjemnie właśnie ze względu na odpowiedni układ graficzny. Z mojej strony, co być może nie zostanie wyłapane przez innych czytelników, pojawiła się jedna kwestia, która wprawiła mnie w minimalnie gorszy nastrój. Serwis Sww informował wcześniej o nowej publikacji Borowiaka i poświęcił jej trochę miejsca na swoich łamach. W związku z tym został wyróżniony miejscem w gronie patronów medialnych publikacji, co wiązało się z zamieszczeniem adresu witryny na okładce książki. Niestety, ktoś czegoś nie dopilnował i w adresie pojawił się… błąd. Byłem, oczywiście, nieco rozczarowany, jednakże ten drobny szczegół nie zepsuł mojego pozytywnego nastawienia do lektury, której warstwę graficzną i przygotowanie wydawnicze oceniam bardzo wysoko ze względu na profesjonalne podejście do zagadnienia i umiejętne zastosowanie zgrabnego schematu graficznego.

Zdecydowanie najmocniejszym punktem, największym atutem publikacji Borowiaka jest jej innowacyjność. Nie da się ukryć, iż biografia Unruga przeciera szlak, bowiem do tej pory o tej postaci mówiło się niewiele. Tym większe znaczenie ma praca badawcza wykonana przez Borowiaka, który dotarł do wielu informacji dokumentujących dzieje Unruga. Szczególną uwagę winniśmy zwrócić na część poświęconą pierwszemu okresowi życia przyszłego admirała, gdzie informacje były do tej pory solidnie racjonowane. O ile okres służby Unruga po zakończeniu I wojny światowej przedstawiał się całkiem klarownie, o tyle poprzedzający te wydarzenia fragment jego życia owiany był mrokiem tajemnicy. Borowiak stara się zweryfikować niepewne dane, często mówi wprost, że ma wątpliwości i czytelnikom pozostawia możliwość rozsądzenia, co jest prawdą, a co tylko domysłem. Ostatnia część książki, poświęcona okresowi powojennemu zwraca uwagę ze względu na liczne relacje świadków tamtych wydarzeń. Stąd też Borowiak daje nam niejako bonus w postaci ciekawie opisanej historii rodziny Unrugów. Na pochwałę zasługuje bogate i dość szczegółowe kalendarium życia admirała Józefa Unruga, dzięki któremu czytelnicy dostają przekrój jego biografii i garść informacji najważniejszych, wybranych z natłoku innych wiadomości. Te „inne wiadomości” to przede wszystkim rozliczne dane dotyczące funkcjonowania Polskiej Marynarki Wojennej, działalności dowództwa czy kampanii wrześniowej, którą Polacy z kretesem przegrali. Borowiak nie obwinia Unruga o klęskę wrześniową, stara się ze sporą dozą obiektywizmu podejść do jego kontrowersyjnych decyzji odnośnie obrony wybrzeża i dysponowania środkami. Informacje te są niezbędne do zrozumienia, w jakich warunkach przyszło pracować Unrugowi i z jakimi decyzjami musiał się on zmagać. Borowiak, specjalista od zagadnień marynistycznych, wykorzystuje swoją fachową wiedzę i wprowadza nas w fascynujący świat Polskiej Marynarki Wojennej okresu dwudziestolecia międzywojennego, na który możemy niemal spojrzeć oczami admirała Unruga. A jego życie nie było usiane różami. Abstrahując od tego, że wielokrotnie narażał swoje życie, uczestnicząc w rozlicznych misjach floty, zwrócić należy uwagę na jego powojenne losy, które po raz kolejny pokazują, że polscy bohaterowie wojenni nie mogli liczyć na odpowiednie traktowanie po zakończeniu konfliktu.

Należy również powiedzieć kilka słów o stylu pisarskim Borowiaka. Jest on autorem doświadczonym i kilkukrotnie przy okazji recenzowania jego książek wspominałem, iż pisze on w sposób niezwykle atrakcyjny dla czytelnika. Odpowiednio dobiera słowa, nie mota się w fachowych uwagach, świetnie splata ze sobą główny wątek – w tym wypadku dzieje życia adm. Unruga – z wątkami pobocznymi. Do biografii Unruga podszedł sumiennie, precyzyjnie omówił najważniejsze kwestie i, choć zapewne nie wyczerpał tematu, skomponował świetną książkę o charakterze naukowym, która jak na dzień dzisiejszy jest opracowaniem wyczerpującym i przybliżającym czytelnikom sylwetkę kolejnego z ludzi zapomnianych, a przecież tak zasłużonych dla naszej ojczyzny. Niedawne „Wyklęte życiorysy” czy „Karski. Raporty tajnego emisariusza” to publikacje, które we wspaniały sposób odkurzyły bohaterów sprzed lat, którzy nie doczekali się jeszcze odpowiednich biografii. Borowiak przebił to rozmiarem swojej pracy, która pozostawia w tyle niedawno opublikowane książki.

Gdybym nie wiedział, jak w rzeczywistości wygląda Mariusz Borowiak, pewnie wyobrażałbym go sobie jako faceta w średnim wieku odkurzającego opasłe tomiska sprzed kilkudziesięciu lat. W istocie Borowiak to dzisiaj najlepszy na polskim rynku autor zajmujący się sprawami Polskiej Marynarki Wojennej, który zdmuchuje kurz przede wszystkim z wydarzeń, które miały miejsce w przeszłości. Aby spisać dzieje życia admirała Józefa Unruga, dotarł on do licznych dokumentów, wykonał ogromną pracę polegającą na zbieraniu informacji, odbył rozmowy z ludźmi, którzy mogli mu pomoc w odtworzeniu ścieżki życia polskiego dowódcy. Zrobił to, po raz kolejny, w znakomitym stylu – zarówno pisarskim, jak i historycznym. Biografia Unruga jest pierwszą tak wyczerpującą pracą dotyczącą życia dowódcy Obrony Wybrzeża. To dzieło nietuzinkowe, w którym nie ma może tak wielu kontrowersyjnych tez, ale za to doskonale realizujące założony przez autora temat. Konwencja książki sprawia, iż czyta się ją jak doskonałą opowieść o patriotyzmie, poświęceniu, wojnie i troskach codziennego życia. Dzięki Borowiakowi admirał Unrug wypłynął w ostatni rejs, znajdując przystań w domach setek czytelników, którzy zdecydowali się sięgnąć po biografię bohatera sprzed lat – dziś może nieco zapomnianego, niedocenianego – ale zawsze tego samego bohaterskiego obrońcy ojczyzny, który z dumą mówił o tym, że jest Polakiem. W czasach, gdy miłość do ojczyzny podupada, a młodym ludziom ciężko znaleźć wzorce, praca taka, jak ta, jest jeszcze ważniejsza, ponieważ wskazuje pewną drogę, opowiada pasjonującą historię, która przez lata czekała na opowiadającego.

Premiera: Uroczyste wodowanie książki 7 października 2009 r. w „Dworze Marzeń” w Sielcu k. Żnina, dawna posiadłość admirała Unruga.

Format: B5

Liczba stron: 430

Wydawnictwo: Oficyna Wydawnicza „Alma-Press”, Warszawa (oprawa twarda)

Wydanie II: Oficyna Wydawnicza „Alma-Press”, Warszawa, 2014, s. 396 (oprawa twarda)

Wydanie III: Oficyna Wydawnicza „Alma-Press”, Warszawa, 2014, s. 396 (oprawa miękka)

Wydanie IV: Oficyna Wydawnicza „Alma-Press”, Warszawa, 2019, s. 396 (oprawa miękka)

Audiobook

Książka Mariusza Borowiaka niewątpliwie stanowi, jak dotąd, najpoważniejszy głos w sprawie zbrodni – pierwszego małego morskiego Katynia – popełnionej na polskich oficerach i podoficerach Marynarki Wojennej we wsi Mokrany we wrześniu 1939 r.

Sowiecką zapowiedzią Katynia było barbarzyńskie, bestialskie zamordowanie oficerów i podoficerów Flotylli Pińskiej w Mokranach.

                                                                                          Prof. Paweł Piotr Wieczorkiewicz

Premiera: 2021

Format: MP3.

Liczba stron: 9 godzin 30 minut; czyta Maciej Hązła, aktor Teatru im. A. Fredry w Gnieźnie

Wydawnictwo: KARNEOL Studio

Cena: 30 zł (plus koszty wysyłki).

Stalowe drapieżniki. Polskie okręty podwodne w wojnie / Stalowe drapieżniki. Polskie okręty podwodne 1926-1947

Jedyna tak dokładna i rzetelnie opracowana książka, w której przedstawiono powstawanie polskiej floty podwodnej przed II wojną światową (lata 1926-1939). Opisano w niej również działania polskich jednostek (Rysia, Żbika, Sępa, Wilka, Orła) na przybrzeżnych wodach Bałtyku już po jej wybuchu. Autor opisał sensacyjne ucieczki okrętów: Orła oraz Wilka z Morza Bałtyckiego do Anglii po zakończeniu działań u polskich wybrzeży, a także ich dalsze losy u boku Royal Navy. Oprócz tego można w niej również znaleźć charakterystykę działań okrętów wydzierżawionych przez Marynarkę Wojenna w czasie II wojny światowej. Ponadto autor zamieścił szczegółowe dane techniczne, informacje o uzbrojeniu i składzie załóg. Naświetlił także szeroko tło zdrady komandora Henryka Kłoczkowskiego – dowódcy Orła, oraz samobójczej śmierci dowódcy Wilka – komandora Krawczyka.

W „Stalowych drapieżnikach” nie brakuje wątków polemicznych. Taki już urok Borowiaka i często właśnie dla nieszablonowego podejścia czytamy jego książki. Autor zapracował sobie na opinię tarana, który idzie naprzód, nie przejmując się konwencjami. Monumentalna praca zawiera ogromną ilość danych i już choćby to stanowi o jej sile.
„Portal historyczny II wojna światowa” – www.sww.w.szu.pl

Mariusz Borowiak należy do wąskiego grona publicystów historycznych zajmujących się problematyką marynistyczną, którzy cieszą się zasłużonym uznaniem wśród czytelników.
Technika Wojskowa Historia

Premiera: Uroczyste wodowanie 29 kwietnia 2005 r. na żaglowcu-muzeum „Dar Pomorza” w Gdyni
Format: B 5
Liczba stron: 294
Wydawnictwo: AJ-Press, Gdańsk
Wydanie II: Oficyna Wydawnicza „Alma-Press”, Warszawa, 2013, s. 650 (oprawa twarda)
Wydanie III: Oficyna Wydawnicza „Alma-Press”, Warszawa, 2019, s. 650 (oprawa miękka)

Recenzja Portalu Historycznego II wojna światowa:

Po wysoko ocenionych „Zabójcach U-Bootów” szybko zabrałem się za lekturę kolejnej „nowości” Mariusza Borowiaka. „Stalowe drapieżniki” wydano w tym samym okresie, jest to jednak wznowienie klasycznego już opracowania sprzed kilku lat. Co ciekawe, już na wstępie autor zaznacza, iż jego rozważania w opinii wielu czytelników mogą mieć charakter kontrowersyjny, tłumacząc jednocześnie przyczyny wrażeń. W „Stalowych drapieżnikach” nie brakuje bowiem wątków polemicznych. Taki już urok Borowiaka i często właśnie dla nieszablonowego podejścia czytamy jego książki.

Publikacja została przygotowana przez Wydawnictwo Alma-Press, które dołożyło starań, by książka prezentowała się elegancko. In plus wyróżnia się twarda okładka. Zdjęcia archiwalne zamieszczono na zwykłych kartach i nie wyglądają tak estetycznie jak w kilku wcześniejszych książkach spod znaku Alma-Press. Dodatkowo tekst uzupełniono o ciekawe ryciny. Mankamentem może być skondensowana czcionka, zwłaszcza tam, gdzie Borowiak posługuje się cytatami. Jest to jednak kwestia ogromnego zakresu badań polskiego marynisty. Dość powiedzieć, że całość liczy aż 650 stron.

Książka została wydana w cyklu „Nieznane oblicza historii” i już choćby to powinno zwiastować odkrywanie przeszłości na nowo. Borowiak koncentruje się na historii polskich okrętów podwodnych na przestrzeni lat 1926-47, obejmując narracją wszystkie najważniejsze aspekty służby podwodników. Marynista pisze o trudnych początkach, ukazując kulisy przetargów i błędy popełnione jeszcze w okresie planowania rozbudowy Polskiej Marynarki Wojennej. Ważnym aspektem dla okresu międzywojennego była organizacja i ćwiczenia. Borowiak zwraca uwagę na szkolenie podwodników, wizyty zagraniczne, codzienność życia na okręcie. Jednocześnie nie szczędzi uwag o charakterze taktyczno-technicznym, analizując podstawowe dane dotyczące konstrukcji okrętów podwodnych. Dużo uwag na pierwszy rzut oka wydaje się niezwykle szczegółowych, ale to właśnie skrupulatność dokumentacji stanowi o sile opracowania. Borowiak analizuje dziesiątki dokumentów archiwalnych i wypowiedzi świadków, koncentrując się jednak często na błędach, jakie popełniali polscy dowódcy w okresie planowania działań wojennych. Przenosi to następnie w rzeczywistość wojenną. Polski autor jak nikt inny – tego chyba możemy być pewni – wytyka niedopatrzenia i oczywiste omyłki. Pytanie, czy robi to słusznie, nasuwa się samo. Trudno dać jednoznaczną odpowiedź. Jestem jednak zwolennikiem pisania prawdy, nawet jeśli będzie ona wyjątkowo niewygodna. Grunt, żeby odpowiednio dokumentować i udowadniać swoje tezy. Pod tym względem można mieć do Borowiaka zastrzeżenia, ponieważ nie zawsze jest on w stanie przekonywująco udowodnić swoje racje. Nie podejmuję się natomiast oceny jego znajomości techniki wojskowej, przy czym doceniam stworzenie niezwykłej bazy danych posegregowanych w odpowiedni sposób. W tym kontekście „Stalowe drapieżniki” mogą być nazwane prawdziwym kompendium wiedzy na temat polskich okrętów podwodnych.

Na uznanie zasługiwać mogą również opisy starć. Bitwy z udziałem polskich podwodników zostały bogato udokumentowane, a Borowiak podparł się niezliczoną ilością relacji. Do tego, co należy zaznaczyć, pisze w całkiem niezłym stylu, dlatego książkę czyta się bardzo dobrze. Agresywna narracja może momentami drażnić, zwłaszcza co bardziej przewrażliwionych czytelników. Jest jednak charakterystyczna dla Borowiaka. Autor zapracował sobie na opinię tarana, który idzie naprzód, nie przejmując się konwencjami. Stąd też kontrowersje mogą wzbudzać historie Kłoczkowskiego czy Krawczyka, których postawy ocenia się różnie. Jednocześnie warto podkreślić bardzo staranne odnotowanie szczegółów dotyczących służby poszczególnych okrętów podwodnych. Rozbicie narracji na rozdziały dedykowane konkretnym jednostkom wyszło „Stalowym drapieżnikom” na dobre.

Publikacja Borowiaka jest niewątpliwie cennym opracowaniem dedykowanym polskim okrętom podwodnym. Monumentalna praca zawiera ogromną ilość danych i już choćby to stanowi o jej sile. Krytycy zarzucają Borowiakowi stronniczość i chęć wypromowania własnej osoby na bezdusznej krytyce, posądzając go przy tym o błędy czy niedopatrzenia. Autora bronią styl i umiejętności i nawet jeśli popełnia błędy, nie przekreśla to jego dorobku. A ten niewątpliwie zasługuje na uznanie.

Plamy na banderze

Czy odsłanianie brudów przeszłości jej ciemnych i wstydliwych stron jest zabiegiem rzeczywiście oczyszczającym? Czy taki remanent wzmacnia czy osłabia? Służy społeczeństwu dzisiaj czy wręcz odwrotnie – wpycha je w jakiś zbiorowy wstyd i poczucie winy? Czy dojrzeliśmy, by na spokojnie poddać analizie fakty o ludziach złych, małostkowych, głupich i nieuczciwych, które dla dobra w historiografii Polskiej Marynarki Wojennej, są pomijane ze względu na niekorzystny dla nas wizerunek?

Już kilkakrotnie Mariusz Borowiak zrywał zasłonę z przeszłości polskiej marynarki wojennej. Nie był za to lubiany przez historyków, którzy woleli pełen patosu fałsz od udokumentowanej prawdy.

                                                                                    „Życie Warszawy”, czerwiec 2006

Premiera: 2007

Format: B 5

Liczba stron: 415

Wydanie: Oficyna Wydawnicza „Alma-Press”, Warszawa

Wydanie II: Oficyna Wydawnicza „Alma-Press”, Warszawa, 2008.

Żelazne rekiny Dönitza, tom 1

Recenzja Portalu Historycznego II wojna światowa:

Jestem pewien, że ponad 90% miłośników historii II wojny światowej znać będzie Mariusza Borowiaka, polskiego dziennikarza, autora wielu książek o tematyce marynistycznej. Za każdym razem, gdy sięgam po jego książkę, jestem zaskoczony jego dorobkiem pisarskim rozwijającym się z każdym rokiem. To niesamowite, iż ten, bądź co bądź, młody jeszcze autor stworzył tak wiele dzieł poruszających zagadnienia związane z działalnością flot podczas II wojny światowej. Wydaje się, iż czytelnicy najlepiej kojarzyć będą historię Westerplatte opowiedzianą przez Borowiaka z innej perspektywy niż ta, do której przyzwyczailiśmy się przez lata. Odbrązowienie legendy o dzielnych obrońcach Składnicy Tranzytowej przysporzyło Borowiakowi sporą sławę i przypięło mu niebezpieczną etykietę obrazoburcy. Owszem, jest to człowiek poruszający zagadnienia kontrowersyjne, stawiający tezy co najmniej niewygodne, ale przyznać mu trzeba, iż robi to umiejętnie – popiera swoje prace sporą ilością dowodów i zmusza czytelników do myślenia, co niewątpliwie wychodzi im na dobre. Kolejna z jego publikacji nie odwołuje się do historii Polski. Tym razem historyk sięgnął po tematykę U-Bootwaffe, decydując się na napisanie monografii o żelaznych rekinach admirała Karla Dönitza.

Wydawnictwo Alma-Press, które przesłało egzemplarz recenzencki, po raz kolejny sięgnęło po publikację Borowiaka i jeszcze jeden raz przygotowało ją w jak najlepszym stylu. Książka została wydana bardzo estetycznie. Twarda oprawa, dobry projekt graficzny i ładna prezencja są niewątpliwymi plusami publikacji. Na tylnej okładce dostrzec możemy zapowiedzi wydawnicze i dotychczasowe pozycje opracowane przez Borowiaka. Rażą trochę cytaty medialne zamieszczone z tyłu. Ktoś nie do końca przemyślał układ graficzny w tym miejscu i wyszło to niezgrabnie. Po otwarciu książki wszystko jest już w jak najlepszym porządku. Czytelnicy z łatwością odnajdą poszukiwane informacje. Nawigacja jest zbudowana w korzystny sposób, elementy graficzne wyróżniają się na tle tekstu, pokazując, w którym miejscu szukać danych technicznych dotyczących okrętów. Cieszą oko wkładki ze zdjęciami archiwalnymi, o których będzie jeszcze okazja wspomnieć. Ogółem – wielki plus za prezencję, co pozytywnie nastraja przed lekturą.

Omawianie kwestii merytorycznych zaczniemy może od określenia tematyki pracy Borowiaka. Polski historyk zdecydował się przede wszystkim na opowiedzenie historii niemieckiej broni podwodnej, uwzględniając szczególnie wydarzenia związane z rozwojem U-Bootów typu VII. Konstrukcji tej poświęcono najwięcej miejsca i prezentuje się ona naprawdę okazale. Borowiak sięga po masę danych technicznych, często bardzo szczegółowo omawia dane zagadnienie. Historia U-Bootów skonfrontowana jest z historią walk na Oceanie Atlantyckim. Spojrzenie na problematykę w „Żelaznych rekinach Dönitza” jest szerokie, gdy idzie o aspekty techniczne. Zagłębia się on w szczegóły dotyczące budowy okrętów, ich uzbrojenia i poszczególnych wariantów stosowanych w celu zmylenia przeciwnika. Wyjątkowo ciekawe są opisy taktyki walk przygotowywanej przez dowódców U-Bootwaffe oraz brytyjskich projektów służących zniwelowaniu przewagi niemieckich okrętów podwodnych. Nieszablonowe rozwiązania, wojna wywiadowcza i pozyskiwanie informacji z różnych źródeł sprawiły, iż Royal Navy mogła nadążać za rozwijającą się w ekspresowym tempie U-Bootwaffe. Borowiak prezentuje nam również aspekty życia na pokładach U-Bootów. Codzienność bezimiennych marynarzy jest równie wciągająca, co arcyciekawe zmagania na podwodnych frontach. Dzięki pracy polskiego historyka czytelnicy mają okazję zapoznać się z tym, co zwykle ginie w czasie historycznych rozważań. Na koniec autor prezentuje nam dwa ciekawe rozdziały, jakby uzupełnienie poprzednich, dotyczące malowania U-Bootów oraz baz rozmieszczonych na wybrzeżach. Krótkie opracowanie ustępuje pod względem szczegółowości rozważaniom dotyczącym U-Bootów, ale jest niezbędne w celu pojęcia aspektów działalności niemieckich okrętów podwodnych. Tak, z grubsza, prezentuje się zakres tematyczny publikacji Borowiaka. Zwraca uwagę, iż skoncentrował się on przede wszystkim na kwestiach technicznych, odpuszczając sobie całkowicie wojenne zmagania. W konsekwencji „Żelazne rekiny Dönitza” to produkt przede wszystkim dla pasjonatów U-Bootwaffe, którzy będą szczególnie zainteresowani dokładnymi porównaniami i statystykami. Nie ulega wątpliwości, iż jest to dzieło szczegółowe, ale dość trudne w odbiorze ze względu na stopień zaawansowania niezbędny do pełnego zrozumienia historii U-Bootów.

W pracach Borowiaka zawsze ceniłem rzetelność, która wyrażała się między innymi tym, iż swoje poglądy konfrontuje on z licznymi źródłami, które stara się jednocześnie komentować. Dane przestawione w książce są zatem weryfikowane na rozmaite sposoby, a ogromna ilość przypisów i komentarzy bibliograficznych świadczy o sporym zaangażowaniu autora w tworzoną historię. Natłok informacji może przerażać co mniej odpornych na suche dane, ale taka jest konwencja książki. Nie jest to pasjonująca opowieść o bojach toczonych na Atlantyku, a przemyślana praca zwracająca uwagę przede wszystkim na aspekty specjalistyczne. To daje publikacji Borowiaka dodatkowe walory poznawcze, choć nie da się ukryć, że adekwatne dla wiedzy wąskiego grona czytelników. Niezwykle korzystnie skomponowano barwne opisy z danymi technicznymi i statystycznymi. Teksty są bowiem wyposażone w tabele porównawcze, który określają najbardziej charakterystyczne cechy i najważniejsze dane konkretnego typu jednostki. Dodatkowo w pracy zamieszczono sporą liczbę fotografii archiwalnych i rycin prezentujących wygląd i wyposażenie U-Bootów. Rozwiązanie jak najbardziej słuszne i korzystne dla czytelników, którzy na zdjęciu mogą porównać modele okrętów podwodnych i przełożyć niewiele mówiące dane na rzeczywisty wygląd U-Bootów. Dotychczasowy Borowiak-obrazoburca jawi nam się w „Żelaznych rekinach Dönitza” jako Borowiak-fachowiec, specjalista w dziedzinie, o którym mówi się dzisiaj, iż jest jednym z najwybitniejszych na polskim rynku autorów poruszających zagadnienia marynistyczne. Po lekturze jego nowej publikacji nie sposób się z tym nie zgodzić.

Dzieło Borowiaka to z pewnością praca tytaniczna, wymagająca dogłębnej analizy tematu i niezwykłej wiedzy. Jego zaangażowanie w kolejne publikacje pokazuje, iż jest on fachowcem najwyższych lotów, który wie, jak stworzyć pozycję ciekawą i poczytną oraz jak zbudować pracę specjalistyczną. „Żelazne rekiny Dönitza” wpisują się w tę drugą kategorię, co może ograniczać liczbę odbiorców lektury. Mimo wszystko twórczość Borowiaka jest cenna dla polskiego rynku wydawniczego, a jej wartość jest niepodważalna. Z każdym rokiem pracuje on na etykietę naczelnego specjalisty od zagadnień morskich i za każdym razem potwierdza, iż zna się na rzeczy, jak nikt inny. Pierwszy tom „Żelaznych rekinów Dönitza” to praca kompetentna i wyczerpująca, choć poruszająca się w zagadnieniach technicznych. Pozostaje nam czekać na kolejną część publikacji, a pasjonaci tematu U-Bootwaffe z pewnością zacierają ręce, ciesząc się na myśl, iż w ich biblioteczce przybędzie świetnych pozycji specjalistycznych.

Żelazne rekiny Dönitza, tom 2

Recenzja Portalu Historycznego II wojna światowa:

Niedługo przyszło nam czekać na kolejną część opowieści o niemieckich okrętach podwodnych typu VII, która wyszła spod pióra Mariusza Borowiaka. Ceniony autor historycznych publikacji marynistycznych powraca z kontynuacją bardzo dobrych „Żelaznych rekinów Dönitza”, które nie tak dawno temu recenzowałem. Tym razem polski autor zdecydował się na ciekawe rozwiązanie i całą swoją pracę poświęcił na opowiedzenie losów poszczególnych okrętów, które weszły do boju lub pozostały w sferze planów i marzeń hitlerowskiej machiny wojennej. Nie ulega wątpliwości, iż tego typu opracowanie jest niezwykle cenne, przede wszystkim dla pasjonatów historii Kriegsmarine. Z drugiej jednak strony pojawiają się poważne wątpliwości dotyczące tego, czy drugi tom sagi o okrętach typu VII to na pewno tylko i wyłącznie dzieło Borowiaka, czy też sprytnie pomyślana praca eklektyczna, łącząca w sobie dorobek wielu autorów zbierających informacje na temat poszczególnych jednostek.

W pierwszej kolejności musimy powiedzieć kilka słów o wydaniu drugiego tomu pracy Borowiaka. Styl graficzny tej części monografii nie odbiega wiele od tego, co zaserwowała nam Oficyna Wydawnicza Alma-Press przy okazji tomu pierwszego. Przygotowanie graficzne jest z pewnością bardzo schludne, prezentuje się elegancko, a wrażeń dopełnia porządna twarda okładka. Nie ma natomiast zdjęć okraszających historyczne teksty, co poczytać można za minus pracy. Książka została zbudowana według prostego, acz czytelnego schematu. Po krótkim wstępie autorstwa Mariusza Borowiaka następuje wykaz niezbędnych skrótów, a dalej mamy już główną część publikacji, w której przedstawione zostały poszczególne okręty typu VII. Na koniec wykaz flotylli U-Bootów i wreszcie bibliografia plus ciekawy dodatek w postaci rozrysowanych sektorów operacyjnych z map użytkowanych przez Kriegsmarine. Na koniec bardzo miły akcent osobisty, który z miejsca poprawił mi humor. Na tylnej okładce zamieszczonych zostało kilka słów zapisanych w recenzji pierwszego tomu publikacji, która ukazała się na łamach serwisu Sww. Jak zatem widać, i w takim miejscu można dostrzec ślady redakcyjne pracy nad historycznym portalem.

Zanim przejdziemy do oceny opracowania Borowiak należy powiedzieć kilka słów na temat schematu, wedle którego autor ten zbudował swoją książkę. Obok nazwy poszczególnych jednostek Kriegsmarine widnieje wyszczególniony typ U-Boota. Następnie do wiadomości czytelników podane zostały dane takie, jak numer poczty polowej, stocznia produkcyjna, data podpisania odpowiedniej umowy, data położenia stępki, wodowania, wejścia do służby, numer stoczniowy (w tym miejscu racjonalnym wydawało mi się umieszczenie nazwy stoczni i numeru stoczniowego bezpośrednio obok siebie), dalej wykaz jednostek, w których służył dany okręt, dowódców, data i okoliczności zatopienia, pozycja zatopienia i kwadrat marynarki, losy załogi i wraku oraz dorobek w okresie służby zawierający się w liczbie patroli i ewentualnych sukcesach w postaci zatopionych jednostek. Informacje, które przekazuje Borowiak są kompletne, brakuje luk. W niektórych momentach opisy okoliczności wydarzeń są lakoniczne. Zwraca jednak uwagę niezłe przygotowanie list sukcesów poszczególnych załóg, dzięki czemu można bez trudu odnaleźć punkt zatopienia danej jednostki. Sporządzenie tak bogatej listy z pewnością wymagało wielu godzin spędzonych w archiwach. Co więcej, autor nie zatrzymuje się na podstawowych jednostkach typu VII, ale rozszerza narrację, opisując losy okrętów opartych na schemacie VII, ale już zmodyfikowanych. Przekazuje też wiadomości o seriach U-Bootów, których produkcji nie rozpoczęto z różnych względów lub których produkcję zawieszono, co uniemożliwiło wejście nowych jednostek do służby. Reasumując, jest to doskonałe kompendium wiedzy na temat okrętów podwodnych typu VII od U-27 po U-2320. Tak sporządzona lista pozwala na szybkie odnalezienie poszukiwanych informacji. Tom drugi „Żelaznych rekinów Dönitza” reklamowany jest jako szerokie kompendium encyklopedyczne, pierwsze tak poważne opracowanie tego zagadnienia w Polsce. I tak z pewnością jest, choć nie wszystkie aspekty nowej pracy Mariusza Borowiaka muszą czytelnikom przypaść do gustu.

Zajrzyjmy zatem na www.u-boot.org lub www.uboat.net. Nietrudno się domyślić, iż obie witryny internetowe poruszają zagadnienia związane z działalnością niemieckich okrętów podwodnych. Obydwie są niesamowitym źródłem wiedzy na temat U-Bootów, prawdziwą skarbnicą, do której sięgają i którą stale rozbudowują pasjonaci z różnych krajów. W tym momencie powstaje pytanie – skoro tak wiele informacji jest aktualnie w Internecie, co tak naprawdę zrobił Borowiak? Ano zrobił sporo, dokładając chociażby wiele dokładnych wiadomości na temat poszczególnych U-Bootów i zbierając to wszystko w jedną świetnie skomponowaną całość. To taka jakby kompilacja tego, co powszechnie wiadomo, tego, do czego wszyscy mają dostęp, z danymi uzupełniającymi, bardziej szczegółowymi. Nie da się jednak ukryć, iż to także tego typu strony internetowe były źródłem wiedzy Borowiaka. Kilka zostało umieszczonych w bibliografii publikacji, co pokazuje, iż autor zapoznał się z dorobkiem internetowych twórców i w jakimś stopniu go wykorzystał. W efekcie rozmach jego pracy nieco maleje, choć i tak wrażenia pozostawia ogromne. Wystarczy porównać dane dotyczące konkretnych jednostek i od razu dostrzeżemy, że u Borowiaka opisy są lepsze, bardziej obszerne i kompletne. Inna sprawa, że o wielu U-Bootach można napisać monografie, o wielu takowe stworzono. Na tym jednak polega ujęcie encyklopedyczne, że już w samym założeniu informacje winny być skondensowane i rozbudowane do pewnego stopnia. U Borowiaka tak właśnie jest, a encyklopedyczne nazewnictwo jest jak najbardziej na miejscu.

Bardzo trudno jest sporządzić podsumowanie tego, co do tej pory napisałem. Z jednej strony jestem pod dużym wrażeniem opracowania i uważam, że jest to produkt bardzo bogaty treściowo i przygotowany w sposób merytoryczny z dużą dbałością o czytelnika. Z drugiej jednak strony można odnieść wrażenie, że to, co napisał Borowiak, nie jest aż takie odkrywcze, jakby się to mogło wydawać. Wiele z informacji zawartych w książce można znaleźć chociażby w Internecie, co powoduje, iż waga pracy zostaje zepchnięta na plan dalszy. „Żelazne rekiny Dönitza” oceniać należy jednak jako całość, jednolitą kompozycję, na którą składają się dwa tomy wydane w krótkim czasie. Oceniając ten produkt przez pryzmat połączenia obu książek w jedną strukturę, należy uczciwie przyznać, że Borowiak po raz kolejny odwalił kawał dobrej roboty. Czy była to robota potrzebna, zweryfikuje rynek. Czy była ona absolutnie samodzielna i oparta przede wszystkim na szukaniu nowości, zweryfikują czytelnicy, pasjonaci tematu, których najtrudniej będzie oszukać w tej kwestii. Ja oszukany nie zostałem, ale może być to kwestią braku doświadczenia w zakresie historii okrętów typu VII. Teraz na pewno jestem bogatszy o nowe wiadomości i wspaniałe źródło wiedzy, do którego zawsze będę mógł zajrzeć i swobodnie poszukać potrzebnych informacji.

ORP Gryf. Największy okręt bojowy Polskiej Marynarki Wojennej

Recenzja Portalu Historycznego II wojna światowa:

I znowu zasiadam do lektury książki Mariusza Borowiaka. Autor ten cyklicznie, ostatnio chyba nieco częściej, wypuszcza na rynek kolejne bogate opracowanie, poruszając z reguły tematykę marynarki wojennej. Wielokrotnie podkreślałem, iż tym samym w dużym stopniu przyczynił się on do budowania świadomości historycznej czytelników, a jego dorobek literacki świadczy o tym, iż kolejne publikacje są poczytne i znajdują liczne rzesze fanów. Dla mnie, jako miłośnika historii, ważniejsza jest nie liczba wyznawców talentu Borowiaka, a jakość jego książek i poruszana problematyka – mieliśmy zatem monografię o Westerplatte, była świetna biografia adm. Józefa Unruga, opracowania dotyczące niemieckich okrętów podwodnych. Teraz przyszedł czas na okręt Polskiej Marynarki Wojennej ORP „Gryf”, który, jak pisze sam autor, fascynował Borowiaka od lat osiemdziesiątych. Niestety, mimo iż jednostka ta zasłużyła na bogatą dokumentację, rodzimi autorzy dość niechętnie podejmowali temat i dopiero za sprawą Borowiaka stawiacz min wypłynął w kolejny rejs.

Po wielu latach prac w 2010 nowa książka Borowiaka była wreszcie gotowa. Zakres publikacji i jej bogactwo treściowe, do czego jeszcze wrócę, z pewnością wyczerpują przesłanki nazywania książki monografią. W istocie, jest to pierwsze tego typu opracowanie ukazujące się na polskim rynku wydawniczym. W 2000 roku Borowiak wypuścił niewielką książeczkę, która była wstępem do dalszych prac zakrojonych na większą skalę. Porównanie publikacji pod kątem zawartości merytorycznej wypada oczywiście na korzyść nowego opracowania. Jego dystrybucją i przygotowaniem zajęła się Oficyna Wydawnicza Almapress, która w serii „Nieznane oblicza historii” umożliwia czytelnikom zapoznanie się z nowymi tematami. Przy tej okazji warto zwrócić uwagę na ciekawostkę wydawniczą. Almapress wraca do starego logo zamieszczanego na grzbiecie książek. Znak ten używany był kilkanaście lat temu, wraca do łask przy okazji nowej publikacji Borowiaka. Wróćmy jednak do książki. W oczy rzuca się ładny projekt okładki – twardej, co jeszcze podnosi estetykę produktu. Jest sporo zdjęć, które opisano starannie, z dbałością o mniej doświadczonego czytelnika. Wreszcie liczne mapy, schematy i dodatkowe opracowania techniczne. Na uwagę zasługują tabelki wplecione w tekst, wśród których znajdują się dane dotyczące okrętów, krótkie biogramy oraz dodatkowe informacje. Niezwykle użyteczny sposób wzbogacania treści. Podobnie rzecz się ma ze szczegółowymi przypisami rozmieszczonymi tuż pod odnośnikami, co umożliwia szybkie zapoznawanie się z ich treścią bez konieczności wertowania stron. Jeśli chodzi o korektę, do której miałem ostatnio zastrzeżenia przy okazji „Wielkich ewakuacji” Andrzeja Perepeczki (w obu przypadkach odpowiedzialna za edycję była ta sama osoba), nie ma większych zarzutów. Być może jest to kwestia umiejętności narracyjnych samego autora, w którego tekście nie trzeba nanosić tylu poprawek. Jest zatem pierwszy plus dla Borowiaka. Inna sprawa, że monografię czytałem w tempie iście ekspresowym, więc pewne szczegóły po prostu mogły mi umknąć. Wyłapałem kilka literówek, ale stylistycznie jest okey. Tak czy inaczej, książkę przygotowano w sposób doskonały i w tym miejscu słowa uznania kieruję pod adresem wydawnictwa.

Największym atutem opracowania jest z pewnością jego szczegółowość i dogłębność ocen, weryfikacji faktów. Borowiak posiłkuje się licznymi publikacjami oraz relacjami świadków, dzięki czemu zyskuje nie tylko na obiektywizmie, ale i drobiazgowości. Skrupulatnie odnotowuje kolejne wydarzenia z historii okrętu, poprzedzając je analizą historyczną okresu, w jakim projektowano stawiacz min. Analizuje też przyczyny złożenia zamówienia przez Polską Marynarkę Wojenną, co w dużym stopniu ułatwia nam zrozumienie celowości projektu oraz planów wykorzystania jednostki. Dalej następuje bardzo szczegółowa dokumentacja służby morskiej ORP „Gryf”. Chciałbym przy tym zwrócić uwagę, iż autor sięga po dane niezwykłe, analizując chociażby funkcjonowanie podzespołów składających się na wyposażenie okrętu, a nawet dostawę kabli niezbędnych do działania jednostki. W ramach ciekawostki otrzymujemy dane o okrętowej kuchni i stołówce, gdzie podoficerowie zamieniali się daniami z marynarzami w celu, jak pisze Borowiak, urozmaicenia posiłków. Podobne wstawki urozmaicają historię „Gryfa”, a szczegóły dotyczące wewnętrznej działalności pokładowej dają nam pełny obraz jednostki i życia jej załogi. I to właśnie lokatorom stawiacza min poświęconych jest sporo stron opisujących chociażby ich losy w trakcie wojny i po zakończeniu konfliktu. Relacja z walk wrześniowych okraszona jest sporą ilością cytatów. Borowiak umiejętnie łączy swoje przemyślenia z komentowaniem opinii innych historyków bądź obserwatorów życia okrętu. Ukazuje zatem historię z różnych perspektyw, starając się tłumaczyć ewentualne różnice bądź nieporozumienia. To bogactwo opinii to kolejny z plusów, jakie można wynotować na marginesie pracy Borowiaka. Niektóre z cytatów wpięte są jednak nieco na wyrost, a brak odniesień pogłębia to uczucie. Nie jest to jednak wyraźna niedoskonałość, a raczej chęć jak najwierniejszego oddania realiów działalności „Gryfa”.

Język autora podkreśla jego umiejętności narracyjne. Momentami jednak wdaje się on w dyskurs techniczny, co zanadto komplikuje pewne kwestie, niezrozumiałe dla laika (a za takiego się uznaje, gdy idzie o sprężarki, silniki i konstrukcje kadłubowe). Aspekty techniczne nie przesłaniają jednak ogólnego obrazu stylistyki Borowiaka. Narracja stoi na wysokim poziomie, autor z łatwością porusza się w świecie historii i technologii wojskowej, kiedy trzeba używa ostrych słów, komentując pewne wydarzenia. Nie stroni także od elementów humorystycznych, choć tych nie jest wiele. Mankamentem może być ewentualnie ilość cytatów wplatanych w tekst Borowiaka, który wydaje się poszatkowany i rozdrobniony. Rekompensują to świetne załączniki, wśród których zawarto chociażby krótkie kalendarium historii ORP „Gryf”, dzięki czemu najważniejsze wiadomości można na koniec usystematyzować i zapamiętać to, co godne odnotowania. Nie ulega wątpliwości, iż Borowiak słusznie cieszy się sławą jednego z najwybitniejszych aktualnie dziennikarzy historycznych. Potwierdza to świetnym stylem, znakomitym językiem narracji nadającym jego rozprawom cechy referatów popularnonaukowych oraz drobiazgowością, która nieodłącznie towarzyszy kolejnym jego publikacjom. Dzięki fachowemu podejściu do spraw i wieloletnim badaniom umiejętnie prezentuje on historię polskiego stawiacza min w perspektywie historycznej i militarnej, korzystając przy tym z licznych źródeł oraz relacji marynarzy, techników, inżynierów i obserwatorów krótkiego żywota „Gryfa”. Fascynujące dzieje okrętu udokumentowane w ten sposób dają nam pełny obraz historii związanej z jednostką, będąc kompletną i spójną monografią największego okrętu bojowego Polskiej Marynarki Wojennej.

U-Booty typu II. Podwodne drapieżniki Hitlera

Recenzja Portalu Historycznego II wojna światowa:

I wreszcie doczekaliśmy się kolejnej nowości autorstwa Mariusza Borowiaka. „U-Booty typu II. Podwodne drapieżniki Hitlera” miały być kolejną częścią cyklu poświęconego U-Bootwaffe, który tak udanie zapoczątkowały „Żelazne rekiny Dönitza”. Tym razem polski historyk-marynista koncentruje się na węższym wycinku niemieckiej zbrojowni, wobec czego jego zadanie było nieco łatwiejsze. Wydaje się, że taka konwencja wyszła mu na dobre.

Publikacja przygotowana została przez Wydawnictwo Almapress, które do tej pory było odpowiedzialne za większość nowości Borowiaka. Twarda okładka, estetyczne wkładki ze zdjęciami archiwalnymi oraz spora liczba tabel prezentujących dane statystyczne – wszystko to znakomicie uzupełnia tekst narracji, który w wielu miejscach do łatwych nie należy. Dopiero zobrazowanie część danych, wizualizacja schematów, pozwala rozgryźć niektóre z tajników techniki wojskowej. A ta stanowi przecież podstawę do zrozumienia całości rozważań.

Książka rozpoczyna się od zgrabnego wstępu, który przybliża historię niemieckiej U-Bootwaffe. Autor uwzględnia ograniczenia nałożone na Niemcy po I wojnie światowej i sprytne obchodzenia, a wręcz lekceważenie, postanowień Traktatu Wersalskiego przez pokonanych. I tak, krok po kroku, przechodzimy do produkcji seryjnej – zarówno dla niemieckiej marynarki, jak i na zamówienie. Borowiak opisuje kolejne projekty, uwzględniając najważniejsze zmiany oraz rozwoju niemieckich łodzi podwodnych. W tym miejscu warto podkreślić, iż opisy U-Bootów uzupełniane są funkcjonalnymi tabelami prezentującymi wybrane dane taktyczno-techniczne. Są tutaj podstawowe kwestie związane z wymiarami czy osiągami, są też perełki w postaci wyposażenia dodatkowego (m.in. rodzaje peryskopów, hydrofonów) czy rodzajach akumulatorów. Do całości dołożyć można ryciny i krótkie biogramy prezentujące osiągnięcia najważniejszych dla U-Bootwaffe postaci. Momentami można odnieść wrażenie, iż informacje adresowane są przede wszystkim do specjalistów. Trudno się temu dziwić, gdy weźmiemy pod uwagę zakres pracy. Laicy, owszem, mogą tu chwilę zabawić, ale z pewnością nie zafascynuje ich świat techniki U-Bootów.

Podobają mi się dość szczegółowe opisy poszczególnych konstrukcji przy jednoczesnej analizie struktury pomieszczeń. Dla laika, a za takiego się uważam, bardzo obrazowe i ciekawe zestawienie. Szkoda tylko, iż autor nie zdecydował się na poświęcenie większej ilości czasu na opis wrażeń samych marynarzy. Mamy za to ciekawostki w postaci malowania U-Bootów. Opis działań zbrojnych nie jest przesadnie wyczerpujący, co może rozczarować czytelników nastawionych na „mocniejsze wrażenia”. Całość wieńczy zestawienie danych dotyczących poszczególnych jednostek działających w okresie 1935-1945, ale i tutaj spodziewałem się nieco większej ilości informacji, które obejmowałyby przeprowadzone akcje, rejony działania, wspomnienia, rozkazy etc. Samo wyliczenie zatopionych jednostek to zdecydowanie zbyt mało, by opowiedzieć historię działania okrętu. Odniosłem również wrażenie, iż jak na książkę opowiadającą losy U-Bootów typu II dostajemy za mało danych porównawczych, które jednoznacznie, a przy tym dokładnie i szczegółowo, wyjaśniałaby różnice pomiędzy poszczególnymi typami okrętów. W konsekwencji czytelnicy niebędący ekspertami mogą mieć problem z wyłapaniem niuansów technicznych.

Jak to zwykle bywa w przypadku tego typu opracowań, my, zwyczajni zjadacze chleba, skazani jesteśmy albo na szybkie dokształcenie, albo na lekturę traktowaną w ramach ciekawostki. „U-Booty typu II” Mariusza Borowiaka były dla mnie cenną lekcją historii, z której wyniosłem pozytywne wrażenia. Niestety, zabrakło mi przysłowiowej kropki nad „i”. Całości brakuje bowiem pointy, tego czegoś, co wyróżnia książkę historyczną spośród setek innych. I z tym krótkim podsumowaniem pragnę pozostawić Państwa i skierować do samodzielnej oceny.

Zabójcy U-Bootów. Bitwa o Atlantyk 1939-1945

Recenzja Portalu Historycznego II wojna światowa:

Miłośnicy talentu pisarskiego Mariusza Borowiaka z radością przyjęli informację o przygotowywanych na jesień 2013 roku nowościach książkowych. Polski historyk wypuścił dwie monumentalne prace, z których jedna koncentruje się na polskich okrętach podwodnych, a druga na zabójcach U-Bootów podczas bitwy o Atlantyk. „Zabójcy U-Bootów” zrywają z dotychczasowych doborem tematów pod kątem techniki wojennej i uzbrojenia. Powraca stary, dobry Borowiak znany chociażby z „Westerplatte. W obronie prawdy”.

Tradycyjnie już przygotowaniem jego publikacji zajęło się Wydawnictwo Alma-Press Dostajemy do rąk produkt estetyczny, okraszony sporą liczbą grafik (fotografie archiwalne, ryciny, schematy, tabele), z solidną twardą oprawą. Nieźle działała korekta, choć kilka zdań potraktować możemy jako niedoróbki językowe czy stylistyczne. Pod względem redakcyjnym nie można mieć zatem większych zastrzeżeń. Z kwestii technicznych warto zwrócić uwagę na oznaczenia nazw poszczególnych jednostek. Wszystkie zapisano kursywą, dzięki czemu z łatwością odnajdujemy interesujące nas okręty. Zastrzeżenia można mieć do małej liczby przypisów, przez co czasem zastanawiałem się, skąd Borowiak czerpał niektóre dane. Większa liczba przypisów byłaby nie tylko jednoznaczną informacją o źródle informacji, ale i odnośnikiem odsyłającym do szerszych badań. Przeciwwagą dla tej małej wpadki są czytelne diagramy, schematy i tabele. Wszystko posegregowano, ustawiono w odpowiednich miejscach. Są zatem wyliczenia dotyczące tonażu zatopionych okrętów, są zestawienia obejmujące liczbę produkowanych okrętów w odpowiednim okresie, schematy konstrukcyjne. Innowacją są ramki tematyczne. Kwestie nieporuszone bądź spłycone w tekście (a często nie mające wiele wspólnego z główną linią narracyjną) wyróżniono w stylowych ramkach. Potraktujmy je jako dodatki do tekstu bądź też ciekawostki. Plus za bogate cytaty, choć Borowiak zbyt mocno przywiązuje się do niektórych nazwisk. W efekcie wspomnienia Dönitza czy Macintyre mamy okazję czytać częściej niż inne.

Zdecydowanym atutem opracowania jest dogłębna analiza charakterystyki walk oraz znaczna ilość detali dotyczących strategii prowadzenia działań w bitwie o Atlantyk. Gdy Borowiak pisał o technice wojennej, często zapominał o działaniach i akcjach. Teraz wreszcie koncentruje się na walkach. Dodatkowo umożliwia nam zapoznanie się z wytycznymi alianckiego i niemieckiego dowództwa. Narracja obejmuje również kwestie walk na Morzu Śródziemnym, są nawiązania do zmagań na Morzu Indyjskim czy Oceanie Spokojnym. Plus za brak ograniczania się wyłącznie do Atlantyku, choć to on stanowi oś całych rozważań. Jako swoisty dodatek potraktować możemy ostatnie rozdziały dedykowane kwestiom technicznym. Borowiak opisuje popularne korwety i niszczyciele, które brały udział w walce z U-Bootwaffe. Nie zapomina także o siłach powietrznych. Wreszcie, na deser kilka biograficznych wstawek. Najwięcej miejsca poświęcono kontrowersyjnemu kmdr Johnowi Walkerowi. Nie zabraknie także odniesień do polskich „asów”. Przy okazji Borowiak nie omieszkał zdementować kilku informacji dotyczących sukcesów polskich marynarzy i pilotów. Naczelny odbrązawiacz polskiej historii znowu wojuje, choć tym razem w zawoalowanej formie. Niezbyt to jednak potrzebne przy tego typu opracowaniach. Zdecydowanie za mało miejsca poświęcono operacji „Ultra”, łamaniu szyfrów niemieckiej maszyny Enigma. Jest to jeden z ważniejszych elementów wpływających na walkę z niemiecką U-Bootwaffe i zasługiwał na nieco dogłębniejszą analizę. Na sam koniec kilka uwag dotyczących stylu. Książkę czyta się przyjemnie, a informacje podawane są w przystępnej formie. Solidna praca historyczna adresowana nie tylko do fachowców.

„Zabójcy U-Bootów” są pewnym przełomem w karierze Borowiaka. Odszedł on, przynajmniej na chwilę, od nudnawych rozważań dotyczących technologii, koncentrując się na tym, co jest esencją wojny, a więc poszczególnych akcjach. Jego książka pełna jest marynarskiej swady, a dzięki przystępnemu stylowi udanie opisuje wybrane starcia. Spora liczba detali i niezłe przygotowanie publikacji do druku rekompensują szereg braków bądź przemilczeń. Wydaje się zatem, iż „Zabójców U-Bootów” można zaklasyfikować jako książkę solidną, choć nie porywającą.

Słownik biograficzny wielkopolskich emigrantów, podróżników i ludzi morza

image description

Recenzja Portalu Historycznego II wojna światowa:

Trudno recenzować słowniki i encyklopedie, które w założeniu mają być zbiorem krótkich notek o charakterze biograficznym. Ba, wydaje się, że ocenianie tego typu opracowań mija się z celem. Uczestniczenie w promocji „Słownika biograficznego wielkopolskich emigrantów, podróżników i ludzi morza” autorstwa Mariusza Borowiaka, było cennym doświadczeniem, które pozwoliło przyjrzeć się pracy autora niemal od kuchni. Stąd też tekst poświęcony jego nowej publikacji będzie zbiorem luźnych przemyśleń, niekoniecznie o charakterze wartościującym.

Zacząć trzeba od pomysłu. Nie ulega wątpliwości, iż właściwie każdy region ma swoich bohaterów, których czci i upamiętnia w taki, czy inny sposób. Wielkopolska również może poszczycić się wieloma tradycjami historycznymi związanymi z „ludźmi morza”. Mariusz Borowiak, autor wielu poczytnych opracowań o tematy marynistycznej, starał się dotrzeć do tych zapomnianych i odświeżyć nieco ich biografie. Oczywiście, forma, w jakiej przygotowano słownik, wymaga znacznego skrócenia poszczególnych opracowań. Stąd też w publikacji nie ma miejsca na bardzo szerokie rozważania, choć „ci najważniejsi” doczekali się solidniejszych biogramów. W efekcie poczytać możemy o tak znaczących postaciach, jak adm. Józeg Unrug, Mieszko I (tak, tak, on także przyczynił się do budowy polskiej floty) czy Jerzy Pertek, słynny pisarz i historyk, na którego dziełach wychowywały się ostatnie pokolenia marynistów. Dominuje wiek XIX i XX, czemu trudno się dziwić zważywszy na koleje losu polskiej marynistyki. Z wieloma postaciami Borowiaka łączy szczególny stosunek emocjonalny. W swoich dotychczasowych publikacjach wielokrotnie poruszał ich temat, starając się ukazać w perspektywie polskiej marynarki wojennej. Szczególnie mocno angażował się w odtwarzanie historii II wojny światowej, co zresztą dało asumpt do prac nad kolejnymi nowościami książkowymi, wśród których wymienić trzeba „Zapomnianą flotę. Mokrany” poświęconą walkom PMW z siłami sowieckimi w 1939 roku. Trzeba jednak przyznać, iż mimo ewidentnego przywiązania do niektórych tematów, Borowiak jest wyważony w ocenach i trzyma się „słownikowej” formy.

Przygotowania do wydania publikacji trwały kilka lat, w czasie których autor zbierał pokaźne archiwum. W swoistym banku informacji na temat wielkopolskich emigrantów, podróżników i ludzi morza znalazł także miejsce na tych, o których związkach z Wielkopolską do tej pory nie wspominano. Pod tym względem wyświadcza wielką przysługę całemu regionowi, ukazując jego oryginalne historyczne bogactwo – ziemi poznańskiej nie łączyliśmy do tej pory z działaniami floty, a dla czytelników może być niespodzianką, iż wydała tak wielu synów marynarzy. Warto podkreślić, iż publikacja ukazała się nakładem Nekielskiego Stowarzyszenia Kulturalnego, które dbało także o promocję tytułu, organizując liczne spotkania, wystawy, a nawet koncerty adresowane do czytelników i zainteresowanych rodzimą historią. Inicjatywa ta od początku oceniana była jako ambitna, ale i słuszna, a jej efektem stał się wydany w czerwcu 2014 roku słownik. Borowiak miał okazję spotkać się z wieloma reprezentantami nekielskiej, a szerzej wielkopolskiej, nauki, docierając także do uczniów miejscowych szkół, wśród których zaszczepiał miłość do marynistyki. Dla wielu z nich książka powinna stać się impulsem do zainteresowania rodzimą historią. Dla Nekielskiego Stowarzyszenia Kulturalnego była z kolei bodźcem do prowadzenia znacznie szerszych działań, także oświatowych, dzięki którym Wielkopolanie mogli zapoznać się ze swoim historycznym i kulturowym dziedzictwem.

Warto wspierać tego typu przedsięwzięcia. Serwis „II wojna światowa” dołożył cegiełkę do promocji tytułu, starając się ukazać jego ponadczasową wartość. Rękami Mariusza Borowiaka udało się Gminie Nekla stworzyć ważny projekt, który należy teraz rozwijać. Pamięć o minionych czasach i przeszłych pokoleniach jest bowiem nie tylko naszym przywilejem, z którego możemy bez przeszkód korzystać w wolnej Polsce, ale i obowiązkiem, z którego wynika konieczność wspominania wielkich sprzed lat.

Zapomniana flota. Mokrany. Polska Marynarka Wojenna w wojnie z Rosją Sowiecką w 1939 r.

Recenzja Portalu Historycznego II wojna światowa

Publikacje Mariusza Borowiaka na trwałe zapisały się w kanonie polskiej literatury historycznej. Nie dlatego, że Borowiak uznawany jest za historyka kontrowersyjnego – nieważne, czy słusznie – ale dlatego, że jest kompetentny i drobiazgowy, a przy tym potrafi zainteresować czytelników historią marynarki wojennej. Jego opracowania były w ostatnich latach cennymi źródłami wiedzy na temat działalności PMW. Z zainteresowaniem – także ze względu na patronat medialny objęty przez serwis „II wojna światowa” – przyjąłem zatem informację o pracach nad kolejną już książką tego autora. Przyznaję uczciwie, że Mokrany niewiele mi mówiły. Być może zabrzmię w tym momencie jak historyczny ignorant, ale moje podejście świetnie ilustruje specyfikę tego tematu. Kwestie walk PMW z siłami radzieckimi to do dzisiaj jedna z białych plam w dobrze przecież poznanej historii kampanii wrześniowej, a bulwersującą sprawę „małego marynarskiego Katynia” przez lata spychano na margines. „Zapomniana flota” ukazująca się w poczytnej serii „Nieznane oblicza historii” Wydawnictwa Almapress ma przywrócić pamięć o ofiarach tamtych tragicznych wydarzeń. Borowiak składa w ten sposób hołd całej PMW. Niezależnie od etykiety „odbrązawiacza” zawsze cechował go szacunek dla rodzimej historii, której wyświadcza kolejną przysługę.

Podstawę rozważań stanowi działalność Flotylli Rzecznej Marynarki Wojennej w Pińsku i rozstrzelanie polskich więźniów przez Sowietów w rejonie wsi Mokrany. Borowiak prowadzi własne dochodzenie, odwołuje się także do ustaleń Instytutu Pamięci Narodowej oraz do prywatnych śledztw prowadzonych przez rodziny ofiar. Jest niewątpliwie pionierem w tej dziedzinie, bowiem nikomu nie udało się do tej pory zgromadzić tak dużej ilości informacji na temat „małego marynarskiego Katynia”. To właśnie jego działalność pozwoliła na w miarę dokładne ustalenie nazwisk pomordowanych, a także umiejscowienie w czasie zbrodni wojennej. Niczym rasowy dziennikarz śledczy historyk dociera do kolejnych wiadomości, często posiłkuje się relacjami świadków bądź też poszlakami. Wszystko traktuje jednak z dozą nieufności, dzieląc się z czytelnikami swoimi spostrzeżeniami. Krytyce poddane zostają ustalenia Jerzego Pertka, który jednak nie dysponował odpowiednią ilością danych, pisząc „Marynarzy generała Kleeberga”. Borowiak zachowuje szacunek dla kolegi po fachu. Trzeba mu też oddać, że pisze z wielką pasją, ale nie daje się ponieść emocjom. Nie jest też rusofobem. Przymiot ten mógłby zakwestionować jego osiągnięcia.

Na uwagę zasługuje rozszerzenie narracji o kwestie starć polsko-radzieckich i sprawy związane z organizacją, dowodzeniem i służbą Flotylli Rzecznej w Pińsku. Jako atut należy uznać fakt trzymania się przez autora głównego wątku. Nie ma tutaj miejsca na jałowe rozważania natury politycznej czy też rozbudowane dywagacje dotyczące walk w innych miejscach Polski. Borowiak nie daje się ponieść naturalnej chęci wykroczenia poza ramy opracowania. Wieloletnie doświadczenia procentują w odpowiedni sposób – zamiast szukać na siłę wątków pobocznych, tkwi w głównym nurcie, prowadząc narrację szeroką, kompetentną i ciekawą.

Nie obyło się oczywiście bez mniejszych lub większych wpadek. Momentami kuleje nieco stylistyka narracji, a część relacji i wspomnień została pozostawiona bez komentarza. Gwoli ścisłości, dodać trzeba, że część z wstawek świetnie komponuje się z całością tekstu i nie wymagają one osobnego omówienia. Zastrzeżenia można mieć jedynie do wybranych fragmentów. Zresztą, dużo odwołań do wspomnień wychodzi książce in plus. Borowiak potrafił wyważyć proporcje między pracą własną, dokonaniem syntezy faktów, a odwołaniami do wypowiedzi innych osób. Warto także zwrócić uwagę na przypisy, które należy traktować jako integralną część tekstu. Autor ma tendencję do rozszerzania wypowiedzi właśnie przy okazji odwołań, nierzadko długich i szczegółowych. Pod względem stylistycznym nie można zgłosić większych uwag. Książka napisana jest w sposób ciekawy, a Borowiak z udanie uprawia dziennikarstwo śledcze.

„Zapomniana flota. Mokrany” to książka ważna i konieczna. Nie będzie ona szczególnym przełomem w dziedzinie historii II wojny światowej, ale z pewnością dołoży kolejną cegiełkę do świadomości historycznej Polaków. Jak wspominano we wstępie do recenzji, Mokrany zasługują na przypomnienie i szeroki komentarz. Borowiak po raz kolejny wyświadczył przysługę Polskiej Marynarce Wojennej i… czytelnikom, którzy z zainteresowaniem powinni przyjąć jego nową propozycję.

U-977. Ostatni okręt Hitlera

Recenzja Portalu Historycznego II wojna światowa:

W ostatnich miesiącach mieliśmy okazję zapoznać się z kilkoma nowościami, które wyszły spod ręki Mariusza Borowiaka. Jest on niewątpliwie pisarzem niezwykle płodnym. Publikuje dużo i często, z reguły w klimacie Polskiej Marynarki Wojennej. W tym kontekście zaskakiwać może kreatywność polskiego historyka, który wciąż potrafi znaleźć nowe tematy i zaciekawić kolejnych czytelników. W swojej najnowszej publikacji wziął na cel „ostatni okręt Hitlera”, U-977, przyglądając się szczegółowo jego służbie oraz rozwiewając szereg wątpliwości narosłych wokół legendy jednostki.

Książka została przygotowana przez Wydawnictwo Almapress, które dołożyło starań, by starannie skomponować tekst z elementami graficznymi. Pojawiają się zatem zdjęcia archiwalne, mapki, tabelki oraz znane z wcześniejszych książek Borowiaka wstawki w postaci dodatkowych akapitów zamieszczonych w estetycznych ramkach. Przy okazji recenzji „Zapomnianej floty” zachęcałem do zapoznawania się z treściami zamieszczonymi w przypisach. I w tym wypadku rekomenduję czytanie odnośników, gdzie znajdziemy sporo dodatkowych informacji.

Wykorzystanie sporej ilości wspomnień rozpatrywać można z dwóch perspektyw. Z jednej strony, cieszy wzbogacenie autorskiej narracji i odwołania do wypowiedzi świadków zdarzeń. Z drugiej, można się zastanawiać, jak mocno na tekst opracowany przez Borowiaka wpłynęły wspomnienia Heinza Schäffera i z jak dużą dozą krytycyzmu potraktował je historyk. Odwołań jest naprawdę sporo i ewidentnie to „U-Boat 977” stanowił podstawę do tak szerokich rozważań. Na szczęście, Borowiak nie boi się wejść w polemikę i szeroko rozpisuje na temat informacji podanych w książce, która wyszła spod ręki dowódcy okrętu. Krytyka opowieści Schäffera jest jak najbardziej wskazana, zwłaszcza, że niektóre z opisywanych przez niego wydarzeń raczej nie mogły mieć miejsca. Dał on jednak świetne świadectwo życia i służby na okręcie podwodnym. Borowiak doskonale czuje klimat podmorskiej żeglugi, a jego pisarskie doświadczenia procentują w kolejnych publikacjach.

Największym atutem opracowania jest staranne, rzetelne podsumowanie legendarnego rejsu U-977. Szkoda, że Borowiak nie poświęcił jeszcze więcej miejsca fantazjom historyków i poszukiwaczy sensacji, którzy do tej pory dotykali tej problematyki. Doniesienia o ewakuacji Hitlera czy Bormanna, przemycaniu planów tajnych hitlerowskich broni brzmią nieprawdopodobnie i drzemie w nich spory potencjał. Byłby to niewątpliwie gratis dla łowców historycznych sensacji. Najważniejsze są jednak fakty. Polski historyk zajmuje się wieloma wątkami (życiem i karierą dowódcy, historią samego U-977, przebiegiem ostatniego rejsu, reakcją Argentyńczyków), ukazując szeroką perspektywę historii „ostatniego okrętu Hitlera”. Dużym atutem jest również skrupulatna dokumentacja wydarzeń z życia załogi U-977, zwłaszcza w kontekście przebiegu służby okrętu, a nie tylko ostatniej wyprawy.

Jak zawsze docenić trzeba również warstwę tekstowo-stylistyczną. Narracja stoi na wysokim poziomie, a sama historia wydaje się dość ciekawa. Mimo wszystko ci, którzy są na świeżo po lekturze „Zapomnianej floty” mogą czuć lekki niedosyt, gdyż opowieść o U-977 nie ma aż takiego potencjału. Być może wynika to z przywiązania do naszej narodowej historii, zwłaszcza tak bulwersującej. „Ostatni okręt Hitlera” to publikacja dobra i godna uwagi, ale miłośnicy talentu Mariusza Borowiaka z pewnością zgodzą się, że polski historyk ma już w dorobku bardziej efektowne pozycje.

Ścigacze Polskiej Marynarki Wojennej w II wojnie światowej

Recenzja Portalu Historycznego II wojna światowa:

„Ścigacze Polskiej Marynarki Wojennej w II wojnie światowej” były z dawna wyczekiwanym projektem Mariusza Borowiaka, który wprawdzie nie zamknie jego pisarskiej kampanii, ale stanie się jednym z kroków milowych do zrozumienia działalności Polskiej Marynarki Wojennej. Z prostej przyczyny. O ile część publikacji polskiego marynisty nosiła ślady wtórności względem poprzedników, o tyle „Ścigacze…” to projekt unikatowy i bodaj jedyny w swoim rodzaju. Do tej pory nikt nie podjął się trudnego zadania scharakteryzowania działalności okrętów tego typu i ich wkładu w wysiłek bojowy w czasie II wojny światowej. Książka ukazała się w serii „Nieznane oblicza historii” Wydawnictwa Alma-Press i doskonale wpisuje się w klimat przygotowywanych w ramach cyklu publikacji. Jest dużo nowości, nie brakuje drobnych sensacji i, jak to u Borowiaka, całość została okraszona dobrym stylem i solidną pracą archiwalną.

Co wiemy o polskich ścigaczach walczących w czasie II wojny światowej? Do niedawna wiedzieliśmy niewiele, a strzępki informacji uniemożliwiały scharakteryzowanie wysiłku bojowego jednostek, a już zwłaszcza rzetelną i opartą na faktach ocenę programu ich budowy. Nowa książka Mariusza Borowiaka rozwiewa wątpliwości. Historyk, z charakterystyczną dla siebie dokładnością, odtwarza dzieje budowy ścigaczy, włączania ich do służby, a następnie zaangażowania w walce. Choć wielu czytelników będzie zainteresowanych przede wszystkim perypetiami w czasie wojny, nie należy bagatelizować bardzo obszernego wstępu, który w znakomity sposób tłumaczy, jak prezentowały się umowy polsko-brytyjskie i w jaki sposób Royal Navy zwyczajnie zarekwirowała polskie okręty w czasie kampanii wrześniowej. Przy okazji współpracy nie brakuje kontrowersji, także tych z pogranicza kryminału. Tak należałoby zakwalifikować chociażby sprawę pożaru na „S-1”, który z dużym prawdopodobieństwem wywołali pracujący nad okrętem brytyjscy portowcy. Podobnych smaczków na kartach książki znajdziemy zdecydowanie więcej, co pokazuje, że historia to wciąż wiele nierozwiązanych zagadek.

Bardzo interesująco prezentują się rozdziały poświęcone wojennej służbie ścigaczy. Borowiak uzupełnia je licznymi anegdotami, a do tego swobodnie operuje danymi taktyczno-technicznymi, które zamieszczono na czytelnych grafikach. Cała książka jest połączeniem tekstu i sporej ilość elementów graficznych – zdjęć, rycin, zestawień. Wszystko to składa się na czytelny obraz służby ścigaczy, choć oczywiście w kilku miejscach oczekiwalibyśmy nieco większej ilości danych. Rzuca się to szczególnie w oczy przy okazji skróconego epilogu poruszającego kwestie powojennych losów „drobnoustrojów”. Szkoda, bo także tutaj był potencjał, zwłaszcza, że niektóre z nich przetrwały do naszych czasów!

Zważywszy na pisarską płodność Mariusza Borowiaka (a w drodze kolejne nowości, w tym opracowanie dedykowane „Kujawiakowi”), „Ścigacze…” są tylko jednym z wielu elementów jego historycznej układanki. Gdybyśmy mieli porównywać je do poprzednich publikacji, należy stwierdzić, iż merytorycznie wciąż trzymają wysoki poziom. Brakuje może nieco charakterystycznej dla autora charyzmy pisarskiej, ale też trzeba uczciwie dodać, że cała historia nie miała aż tak dużego potencjału, jak chociażby „Mała flota bez mitów” czy „Zapomniana flota. Mokrany”. Jest zatem dobrze, ale nie rewelacyjnie, co powinno zaostrzyć apetyt czytelników przed styczniową premierą „Podwodnych tropicieli”, gdzie sensacja, tajemnica i poszukiwanie przygody splotą się z historią wyjątkowo mocno. Nawet jak na Borowiaka.

Podwodni tropiciele. Tajemnica wraku niszczyciela eskortowego ORP Kujawiak

Recenzja Portalu Historycznego II wojna światowa:

Współpraca Wydawnictwa Almapress i Mariusza Borowiaka stała się w ostatnich latach synonimem świetnej historycznej lektury. Polski historyk dał się poznać jako niezwykle płodny pisarz, który każdą kolejną publikację traktuje jako historyczną misję, powrót do przeszłości, o której nie można zapomnieć. Jego ostatnie przedsięwzięcie stanowi jakby podsumowanie dotychczasowego dorobku, spinając symboliczną klamrą przeszłość z teraźniejszością. „Podwodni tropiciele” to swoista marynistyczna krucjata. Po siedemdziesięciu latach niszczyciel ORP „Kujawiak” został przypomniany szerszemu gronu czytelników. W czerwcu 2015 roku członkowie Stowarzyszenia Wyprawy Wrakowe dokonali udanego zejścia do wraku okrętu zatopionego w czerwcu 1942 roku w pobliżu Malty. Ta niezwykła operacja stała się przyczynkiem do próby przedstawienia służby „Kujawiaka”. Towarzyszący nurkom Mariusz Borowiak był bodaj najlepszym wyborem na kronikarza polskiego niszczyciela. „Podwodni tropiciele” stanowią udane połączenie tradycyjnego opracowania dedykowanego historii okrętu oraz zapisu misji międzynarodowej wyprawy nurków. Co więcej, uzupełnieniem książki są liczne fotografie oraz film dokumentujący odkrywanie wraku. Tego na polskim rynku wydawniczym jeszcze nie było, co samo w sobie stanowić może nie lada gratkę dla miłośników marynarki wojennej.

Kolejna książka Mariusza Borowiaka (kto by je dzisiaj wszystkie zliczył!) to dość nieszablonowe opracowanie podzielone na dwie odcinające się od siebie części. Pierwsza z nich jest w całości poświęcona „Kujawiakowi”. Autor prezentuje wejście okrętu do służby i jej przebieg, posilając się licznymi anegdotami z życia załogi. Barwne opisy przetykane są danymi statycznymi umożliwiającymi czytelnikom dokładne odwzorowanie wędrówki „Kujawiaka” przez wojenne fronty. Nie należy zapominać, że pod polską banderą służyły dwa okręty o tej samej nazwie, co Borowiak oczywiście uwzględnia w swojej analizie. Możliwe, że całości opisu towarzyszy nieco przykrótki epilog poświęcony losom załogi niszczyciela. Nie ma jednak co narzekać, historia okrętu została opowiedziana wystarczająco dokładnie i kompetentnie. Na kartach „Podwodnych tropicieli” znajdziemy pełną historię niszczyciela, wraz z solidnym opracowaniem dotyczącym przyczyn jego zatonięcia. Biorąc jednak pod uwagę dość tajemnicze kulisy ostatniej operacji z udziałem „Kujawiaka”, wielu elementów można się jedynie domyślać. Borowiak starał się przedstawić możliwe wersje wydarzeń, uwzględniając dziesiątki badań i relacji. Minus za brak standardowych przypisów, które zawsze rozjaśniają sytuację.

Druga część, zdecydowanie bardziej współczesna, została poświęcona działalności Piotra Wytykowskiego i jego kompanów ze Stowarzyszenia Wyprawy Wrakowe. Borowiak stara się zabrać nas za kulisy wyprawy. Łatwo zauważyć, że także jemu udzielały się szczególnie silne emocje towarzyszące tak niezwykłej ekspedycji. Ów „powrót do przeszłości” był niewątpliwie znakomitą przygodą, ale też ciężka pracą wymagającą kooperacji wielu ludzi, szczególnie mocno narażoną na możliwość niepowodzenia. Mimo wielu niesprzyjających czynników, udało się! W czerwcu 2015 roku grupa nurków dokonała udanego zejścia na pokład niszczyciela. Na „Kujawiaku”, co należy uznać za piękny symboliczny gest, ponownie pojawiła się polska bandera. 70 lat okręt przeleżał na dnie Morza Śródziemnego, czekając cierpliwie na kolejny zaciąg załogi. Dość nietypowej, ale jednak. Wszystko to z pasją dokumentuje Borowiak. Jak na dobrego kronikarza przystało, przygląda się nie tylko wydarzeniom, ale – a może przede wszystkim – ludziom ,którzy weszli w skład wyprawy. Nie jest to może standardowe opracowanie historyczne, ale wciąż niesie ze sobą dużą dawkę emocji, a nierzadko wzruszeń. Historia „Kujawiaka” jest nie mniej wciągająca od historii wyprawy na wrak niszczyciela. Paradoksalnie Borowiak nie miał łatwego zadania. Musiał bowiem połączyć dwie odrębne historie, a jednocześnie wykorzystać potencjał drzemiący w opowieści o losach niszczyciela. Po raz kolejny umiejętnie wcielił się w rolę kronikarza. Mimo iż książka nie jest tak dokładna jak niektóre z poprzednich opracowań polskiego historyka, stanowi niezwykle cenny dokument, obok którego żaden miłośnik marynistyki nie przejdzie obojętnie. Duże zainteresowanie środowiska nie jest dziełem przypadku. Czytelnicy szybko przekonają się, że w tego typu ekspedycje warto inwestować. Jeśli po lekturze mieliby jakiekolwiek wątpliwości, muszą koniecznie zobaczyć film z wraku. Z wielkim uznaniem przyglądam się dokonaniom wszystkich członków wyprawy – to pierwsze tak poważne przedsięwzięcie obliczone na odkrywanie tajemnic Polskiej Marynarki Wojennej z czasów II wojny światowej. Pierwsze i, z czym wiążę ogromne nadzieje, nie ostatnie. Borowiak i spółka rozbudzili nasze apetyty na kolejne spektakularne odkrycia. Znając ich pasję i zaangażowanie, to jedynie kwestia czasu.

Uwaga! Zatopić U-Boota. Akcje bojowe polskich okrętów i lotnictwa na morzu 1939-1945

Recenzja Portalu Historycznego II wojna światowej:

Niedługo musieliśmy czekać na „nowego Borowiaka”. Polski marynista wraca z kolejnym solidnym opracowaniem, tym razem w asyście znakomitego znawcy historii Polskiej Marynarki Wojennej Tadeusza Kasperskiego. Obaj panowie świetnie się uzupełniają i oddają do rąk czytelników prawdziwe kompendium wiedzy na temat walk Polaków z niemieckimi okrętami podwodnymi. Myślę, że na polskim rynku książkowym nie było jeszcze tak dokładnego opracowania dedykowanemu tej specyficznej bitwie. Borowiak i Kasperski wykraczają poza ramy wyznaczone ich dotychczasowymi zainteresowaniami, sięgając także po historię polskiego lotnictwa. Nie jest to częsty zabieg, ale praktyka pokazuje, że ich podejście było słuszne. „Uwaga: Zatopić U-Boota!” to prawdziwa gratka dla wszystkich, którym historia Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie nie jest obojętna.

Publikacja została przygotowana przez Wydawnictwo Napoleon V, które świetnie wywiązało się ze swojej roli. Twarda okładka dodaje książce estetyki, a bogata ikonografia umożliwia rozszerzenie tekstu narracji oraz zilustrowanie wielu ciekawych elementów. Dużym ułatwieniem są czytelne ramki z danymi taktyczno-technicznymi poszczególnych okrętów. Świetnie prezentują się również bardzo dobrej jakości grafiki prezentujące sylwetki okrętów w różnych rzutach geometrycznych. Dobór chronologiczny i jasny podział na część poświęconą marynarce i część poświęconą lotnictwu ułatwiają segregowanie informacji. Można powiedzieć, że mamy do czynienia ze swoistym kalendarium działań polskich okrętów i samolotów. Autorzy koncentrują się oczywiście na głównym wątku, jakim są walki z niemieckimi U-Bootami, jednakże ich narracja jest w wielu wypadkach znacznie szersza. Książka ma ogromny potencjał naukowy. Jestem przekonany, że z powodzeniem będą ją wykorzystywał przy pisaniu wielu artykułów poświęconych historii Polskiej Marynarki Wojennej bądź Polskich Sił Powietrznych. Jest to bowiem opracowanie kompetentne i niemal kompletne. Takie, które metodycznie, krok po kroku, prezentuje ważny wątek z dziejów polskiej floty i lotnictwa.

Współpraca dwóch uznanych autorów na pewno wychodzi książce na dobre. Sympatycy talentu pisarskiego Mariusza Borowiaka dostrzegą na pewno, że „Uwaga: Zatopić U-Boota!” to książka nieco odróżniająca się od poprzedniczek stylem narracji, poruszanymi wątkami oraz zakresem badań. Może to być konsekwencją obranej strategii oraz pisania w tandemie. Nasz czołowy marynista nie jest tutaj tak wyrazisty w opiniach jak zazwyczaj bywa. Obydwaj autorzy są raczej zdystansowani, aż do bólu profesjonalni. Z tego też powodu ich opracowanie nie jest adresowane do bardzo szerokiego grona czytelników, lecz przede wszystkim tych zainteresowanych stricte marynistyką lub lotnictwem. Brakuje nieco więcej popularnonaukowych wstawek, owych smaczków, które znamy chociażby z poprzednich publikacji Borowiaka. Na pewno ubarwiłyby narrację. Do tej jednak nie można mieć większych zastrzeżeń – zarówno w kontekście stylistyki, jak i czytelności naukowego wywodu. Język publikacji stoi bowiem na wysokim poziomie. Obydwaj są doświadczonymi publicystami, wobec czego już dawno oswoili się z pisaniem dla szerokiego grona odbiorców. Należy także pamiętać, że Borowiak ma w dorobku podobne publikacje, żeby wspomnieć chociażby dwutomowe opracowanie dedykowane niemieckim okrętom podwodnym z czasów II wojny światowej. Tadeusz Kasperski dał się z kolei poznać przede wszystkim jako autor artykułów do specjalistycznych czasopism marynistycznych. Jego umiejętności i doświadczenie na pewno korzystnie wpływają na fachowość opracowania.

Myślę, że połączenie wysiłku dwóch utalentowanych autorów to krok ciekawy i sprzyjający rozwojowi polskiej historiografii. Borowiak i Kasperski udowadniają, że pisanie w tandemie ma duży potencjał. Beneficjentami tego układu będą z pewnością czytelnicy zainteresowani walkami polskich marynarzy i lotników z niemieckimi U-Bootami. Publikacja jest oczywiście dość specyficzna, być może dobór tematyki, a dalej sposobu narracji ograniczy grono odbiorców, jednakże nie zmienia to faktu, że mamy do czynienia z książką fachową, świetnie przygotowaną, a do tego zgrabnie wydaną. Niewątpliwe plusy i oczywiste zalety w pełni przysłaniają nieliczne wady i niedociągnięcia.

Niszczyciel ORP Burza

Recenzja Portalu Historycznego II wojna światowa:

Ilekroć sięgam po „nowego Borowiaka”, liczę na kolejną wartościową lekturę, która będzie dla mnie nie tylko cennym doświadczeniem naukowym, ale i sposobem na uprzyjemnienie sobie czasu wolnego. Seria poświęcona polskim okrętom wojennym w Wielkiej Brytanii czasu II wojny światowej, jaką niedawno zainicjowało Wydawnictwo Napoleon V ma świetny potencjał, by spełnić wszystkie wymienione wyżej kryteria. Książki mają wprawdzie formę powiększonych broszur, ale dzięki temu można je przeczytać szybko, w skupieniu i z dużym zainteresowaniem, które często tracimy przy 500-setnej stronie ogromnej monografii. Nie mam nic przeciwko monografiom, to esencja literatury historycznej, ale niektóre problemy można omówić bardziej skutecznie w nieco skróconej formie. Myślę, że seria Napoleona przypadnie czytelnikom do gustu , a i fani Borowiaka nie powinni być rozczarowani jego nową rolą.

Trzeci tom serii został poświęcony polskiemu niszczycielowi ORP „Burza”. Piękny okręt służył po wojnie za muzeum, stanowiąc łakomy kąsek wszystkich historycznych podróżników odwiedzających polskie wybrzeże. W czasie wojny jego załoga zapisała znakomite karty historii. Mariusz Borowiak, ceniony polski marynista i autor kilkudziesięciu fachowych opracowań dedykowanych głównie historii Polskiej Marynarki Wojennej, świetnie orientuje się w temacie, odsłaniając kulisy służby okrętu. Jedyne, czego brakuje, to wstępu dedykowanego zamówieniu, budowie i wodowaniu niszczyciela. Niby jest przypis, ale w oczywisty sposób nie wyczerpuje on tematu. W efekcie czytelnicy zostają od razu rzuceni w wir walki w czasie kampanii wrześniowej. O ile sama forma serii ma swoje zalety i uroki, o tyle czasem odbiorcy będą zgrzytać zębami, nie mogąc doczekać się większej liczby szczegółów. Trudno znaleźć odpowiedni balans między skrótowością a rzetelnością. Borowiak i tak wybrnął z tej trudnej sytuacji całkiem zręcznie, bowiem poruszył każdy z ważnych wątków, rozszerzając narrację o bardzo krótką charakterystykę historii „Burzy” w okresie powojennym. Na uwagę zasługują bogate zbiory ikonograficzne, w tym liczne fotografie archiwalne. Całość uzupełniają znane z dotychczasowych książek Borowiaka tabele z danymi taktyczno-technicznymi oraz ramki z wtrąceniami w postaci relacji. Nie jest tego dużo, bo i miejsca autor nie miał zbyt wiele. Wystarcza jednak do zgrabnego opowiedzenia losów „Burzy”, a przede wszystkim zaangażowania bojowego jej załogi.

Nowa seria Napoleona to znakomity kapitał historyczny. W przystępnej, dość zwięzłej formie, omówione zostaną dzieje „małej floty” z perspektywy poszczególnych okrętów. Bogate zbiory ikonograficzne i estetyczne pozwalają stwierdzić, że całość będzie się prezentować bardzo godnie, opowiadając losy Polskiej Marynarki Wojennej. Jest to również nie lada gratka dla kolekcjonerów, którzy pewnie z dumą będą spoglądać na zgromadzone na półce dwadzieścia równiutkich tomów. Niewielkich, bo niewielkich, ale jednak wydanych wspólnie, w ramach jednej spójnej myśli historycznej. Jedyne pytanie, jakie się nasuwa, to adekwatność ceny do jakości materiałów. 24,99 zł. za tego typu książkę to całkiem sporo, nawet jeśli weźmiemy pod uwagę świetnej jakości papier i sporą liczbę zdjęć.

Polska Marynarka Wojenna na Morzu Śródziemnym 1940-1944

Recenzja Portalu Historycznego II wojna światowa:

Po bardzo dobrych recenzjach, jakie zebrało ,,Uwaga! Zatopić U-Boota” Mariusz Borowiak i Tadeusz Kasperski wracają z kolejnym wspólnym opracowaniem. Kooperacja dwóch uznanych i cenionych polskich marynistów przyniosła niedawno świetne efekty. Z dużym zadowoleniem przyjąłem informację o przygotowaniu książki ,,Polska Marynarka Wojenna na Morzu Śródziemnym 1940-1944″. Z dwóch powodów. Pierwszy był prozaiczny – zwyczajnie lubię styl pisarski obu panów, a ich dotychczasowe publikacje czytałem z dużym zaciekawieniem. Drugi jest związany z przypominaniem losów Polskiej Marynarki Wojennej. To kolejna książka dedykowana rodzimym okrętom i ich służbie, a wraz z tym kolejna cegiełka do umacniania historycznej świadomości Polaków. W pewnym sensie można mówić o ,,nadpisywaniu” historii, ponieważ na polskim rynku mogliśmy znaleźć już – choć nie tak szczegółowe i rozbudowane – opracowania dedykowane wydarzeniom na Morzu Śródziemnym. Borowiak i Kasperski mają jednak pewien handicap w postaci dostępu do wielu archiwów, które do niedawna były albo zamknięte, albo nieznane polskim historykom. W efekcie ich publikacje wnoszą sporo świeżości i pozwalają spojrzeć na problematykę służby okrętów PMW z nieco innej perspektywy.

W przypadku Borowiaka zdobycze współczesności mają także inny wymiar. Był uczestnikiem ekspedycji na wrak ,,Kujawiaka” odkryty w rejonie Malty. Międzynarodowe wyprawy płetwonurków dokonały udanego zejścia na dno Morza Śródziemnego, co tylko dodaje smaczku opisywaniu historii PMW z perspektywy ponad siedemdziesięciu lat. Najnowsza książka pary Borowiak-Kasperski ukazała się ponownie nakładem Wydawnictwa Napoleon V. I w tym przypadku możemy mówić o bardzo dobrym przygotowaniu publikacji do druku. Na wyróżnienie zasługują liczne zdjęcia archiwalne (choć mam wrażenie, że delikatnie szwankuje ich jakość), mapki sytuacyjne, przedruki dokumentów oraz tabelki rozszerzające narrację. Sporo jest również przypisów, które umiejętnie wprowadzają do tekstu informacje dodatkowe. Jak zawsze, wysoko oceniam liczbę i jakość cytowanych wspomnień, świetnie komponujących się z fachową, rzeczową analizą wydarzeń. Podoba mi się sposób, w jaki autorzy łączą przysłowiowe przyjemne z pożytecznym. Z jednej strony podają twarde dane, charakterystyczne dla wojskowych raportów, z drugiej umiejętnie dawkują emocje, plastycznie opisując starcia, relacjonując wydarzenia w sposób żywy i interesujący. To zdecydowanie podnosi wartość lektury i wpływa na jej pozytywny odbiór.

Nie oznacza to jednak, że książka jest pozbawiona wad. Brakuje zdecydowanie szerszego wstępu, który osadziłby wydarzenia na Morzu Śródziemnym w kontekście historycznym. Chodzi tu nie tylko o sam fakt odtwarzania PMW na Zachodzie, ale także sytuację polityczno-militarną na tym szczególnie ważnym dla losów wojny akwenie. W praktyce zostajemy rzuceni w wir wydarzeń, gdy razem z załogą ,,Garlanda” trafiamy na śródziemnomorski teatr działań wojennych. Dla mniej zorientowanych w temacie czytelników sytuacja nie będzie zrozumiała ani czytelna. Zdaję sobie sprawę, że Borowiak i Kasperski wychowali sobie wierne grono czytelników, dla których tego typu sprawy wydają się formalnością. Trzeba jednak zwrócić uwagę na tych, którzy nie posiadają statusu eksperta, a chcieliby się zapoznać z historią polskich jednostek w czasie II wojny światowej. Będę musieli, niestety, doczytać na własną rękę. Brakuje też więcej danych dotyczących umiejscowienia Polaków w alianckim systemie operacji na Morzu Śródziemnym. Wątki te zostały omówione nieco pobieżnie, a polityka czy decyzje strategiczne podejmowane przez dowództwo zostały zepchnięte na dalszy plan. Myślę, że jest to efekt ograniczeń w ilości miejsca przeznaczonego na całość zagadnień. Warto w tym kontekście docenić, że sprawy związane stricte z Polakami nie zostały spłycone, a autorzy poświęcili im maksymalnie dużo przestrzeni.

Trudno krytykować pozycje, które mają zadatki na klasyki polskiej marynistyki. Borowiak i Kasperski nawiązują do chlubnych tradycji polskich autorów, którzy umiejętnie dokumentowali wojnę na morzach i oceanach. Myślę, że ,,PMW na Morzu Śródziemnym 1940-1944″ będzie przez lata odgrywać taką właśnie rolę, stając się dla czytelników podstawowym źródłem informacji na temat służby polskich okrętów wojennych w tym szczególnym miejscu. Warto pamiętać, iż współcześni autorzy dysponują znacznie pokaźniejszą bazą danych – dokumentów, raportów, wspomnień, analiz – co umożliwia im skuteczniejsze, wiarygodniejsze poruszanie się w świecie historii. Nie przekreślając dorobku ich poprzedników, musimy brać pod uwagę, że dotychczasowe opracowania mogą być nadszarpnięte przez ząb czasu. Nieco świeżości jest niezbędne nawet w tak mocno osadzonych w przeszłości naukach jak historia.

Niszczyciel ORP Garland

Recenzja Portalu Historycznego II wojna światowa:

Najnowsza część serii ,,Polskie okręty wojenne w Wielkiej Brytanii 1939-1945″ poświęcona niszczycielowi ORP ,,Garland” jest znakomitą okazją do przypomnienia całości kolekcji i omówienia jej poszczególnych części. Współpraca Mariusza Borowiaka i Wydawnictwa Napoleon V zdaje się układać doskonale, czego efektem jest nie tylko siedem kolejnych krótkich opracowań dedykowanych polskim okrętom (na ten moment ukazał się już ósmy ,,Piorun”), ale i większe publikacje, wśród których na plan pierwszy wybijają się ,,Uwaga! Zatopić U-Boota” oraz ,,Polska Marynarka Wojenna na Morzu Śródziemnym 1940-1944″ (obie we współpracy z Tadeuszem Kasperskim). Po raz kolejny potwierdziło się, że Borowiak to człowiek niezwykle aktywny, zapracowany i zaangażowany w zgłębianie i odkrywanie przed czytelnikami kolejnych tajemnic historii. Przy tym wszystkim niezwykle płodny literacko, bowiem na kolejne premiery czekamy ledwie kilka tygodni. I nie zanosi się na koniec, co powinno ucieszyć nie tylko miłośników talentu polskiego autora, ale i pasjonatów marynistyki.

ORP ,,Garland” to siódmy z kolei okręt zaprezentowany na łamach nowej serii, nawiązującej luźno do kultowych ,,Miniatur Morskich”. Starsi czytelnicy zapewne pamiętają, że kiedyś miniaturki cieszyły się ogromną popularnością, zyskując szerokiego grono wiernych fanów. Nawiązanie do tradycji przez Borowiaka ma podwójny wymiar. Z jednej strony to symboliczny powrót do korzeni polskiej literatury marynistycznej, zwrócenie uwagi na opracowania, na których wychowały się całe pokolenia czytelników. Z drugiej, to szansa na odświeżenie wcześniejszych badań, wykorzystanie osiągnięć współczesnej nauki i poszerzenie stanu wiedzy. Nowa seria to zbiór niewielkich gabarytami tomów (ok. 100 stron), które przygotowano w charakterystyczny sposób – z doskonałym wydaniem (kredowy papier, dużo ilustracji i rycin) koresponduje przystępna cena. Myślę, że Napoleon V świetnie wstrzelił się w zapotrzebowanie rynkowe, bowiem książki łączą efektywność z efektownością. To nie tylko proste albumy, lecz merytoryczne opracowania, wyposażone w solidny bagaż twardych danych umiejętnie przygotowanych przez doświadczonego autora.

Borowiak ma dzisiaj sporą przewagę nad konkurentami marynistycznego rynku. Ma dostęp do wielu archiwów, do których nie dotarli jego poprzednicy. Dzięki kolejnym wyprawom gromadzi cenne dane umykające dotąd polskim historykom. To czyni z niego swego rodzaju prekursora, który nie zapomina jednak o korzeniach. Podąża sprawdzonym szlakiem przetartym przez klasyków polskiej historiografii, z Jerzym Pertkiem na czele. W jego książkach widać nie tylko dbałość o aspekty merytoryczne, ale i czytelników. Koncepcja serii oparta jest na próbie pokazania służby polskich okrętów w Wielkiej Brytanii. W konsekwencji dotychczasowe siedem tomów opowiadających losy m.in. ,,Groma”, ,,Orła”, ,,Błyskawicy” czy ,,Jastrzębia” stanowi swoiste kompendium wiedzy na temat losów PMW w czasie II wojny światowej. Jako czytelnik żałuję oczywiście, że narracja nie może zostać rozszerzona o okres wcześniejszy. Nie pozwalają na to sztywne ramy koncepcji i miejsce przeznaczone na publikacje. Odnoszę jednak wrażenie, że dla czytelników to właśnie czas wojny i służby bojowej polskich marynarzy stanowi największą gratkę.

Świetnie sprawdzają się rozwiązania oparte na łączeniu tekstów z bogatymi grafikami. Na kartach książek znajdziemy setki zdjęć archiwalnych, często niepublikowanych, powyciąganych z prywatnych zbiorów kolekcjonerów lub placówek muzealnych. Towarzyszą im czytelne tabele z danymi taktyczno-technicznymi oraz ryciny odwzorowujące przebieg operacji lub wygląd jednostek. Wszystko to jest podane w sposób zrozumiały, bez mądrzenia się autora i nadmiernego komplikowana tekstu. Seria ma oczywiście profesjonalną specyfikę, jest adresowana głównie do miłośników historii marynarki wojennej, ale jej przystępność otwiera ją także na szerokie grono odbiorców, co może cieszyć w kontekście promocji historii polskich okrętów i marynarzy. Dużym pusem jest również wplecenie do tekstu licznych wypowiedzi świadków zdarzeń. W przypadku ,,Garlanda” możemy przeczytać chociażby długą relację por. Konstantego Okołowa-Zubkowskiego poświęconą atakowi na niemieckiego U-Boota. Takie smaczki nie byłyby możliwe bez katorżniczej pracy autora, który od lat ocala od zapomnienia kolejne fragmenty polskiej historii. Dzieje rodzimych okrętów to jedna z wisienek na torcie. Możemy mieć tylko nadzieję, że nowa seria będzie w stanie nawiązać do popularności wciąż ciekawych, ale już nieco przeterminowanych ,,Miniatur Morskich”. Kto wie, może Borowiak zainspiruje kolejne pokolenie, wychowując swoich następców?

Torpedowce i minowce Polskiej Marynarki Wojennej 1920-1939

Recenzja Portalu Historycznego II wojna światowa:

Nie musieliśmy długo czekać na kolejną pełnowymiarową książkę Mariusza Borowiaka. Polski marynista, tym razem bez towarzyszącego mu przy okazji ostatnich redakcji Tadeusza Kasperskiego, sięga po temat raczej mało znany i niezbyt popularny. Mimo tego wartościowy, zwłaszcza dla czytelników, którzy z zainteresowaniem śledzą rynek marynistyczny. Nie da się ukryć, że w polskim wydaniu zdominowany przez Borowiaka, głównie ze względu na jego pisarską płodność oraz zaufanie, jakim obdarzyli go czytelnicy. Warto pamiętać, że zarówno w barwach Wydawnictwa Almapress, jak i w Wydawnictwie Napoleon V książki Borowiaka to historyczne bestsellery. Sukces polskiego pisarza jest wypadkową jego talentu i archiwalnej pasji oraz dobrej koniunktury. Polska Marynarka Wojenna to temat intrygujący, wciąż chłonny, a przy tym wymagający odświeżenia względem klasycznych opracowań sprzed lat.

Kolejna w 2017 roku publikacja Mariusza Borowiaka jest w pewnym sensie częścią długiej serii poświęconej polskim okrętom. ,,Torpedowce i minowce Polskiej Marynarki Wojennej 1920-1939″ są oczywiście niezależną publikacją, znacznie bardziej rozbudowaną niż broszury z kolekcji ,,Polskie okręty wojenne w Wielkiej Brytanii”, ale mają sporo wspólnego z miniaturowymi poprzedniczkami. Poczytny autor krok po kroku likwiduje kolejne luki w naszej wiedzy na temat jednostek pływających pod polską banderą w okresie II wojny światowej oraz w latach bezpośrednio poprzedzających wybuch konfliktu. Znowu na świeczniku znajdują się poszczególne okręty, przy czym w ,,Torpedowcach i minowcach” rysuje się ich zbiorowa historia. Zanim przejdziemy do omawiania warstwy tekstowej, kilka słów na temat przygotowania książki. Ogromnym atutem wydania jest bogata ikonografia. Publikacja prezentuje dziesiątki zdjęć archiwalnych uzupełnianych o czytelne biogramy oraz wstawki dot. danych taktyczno-technicznych (tutaj także w kontekście specyficznego uzbrojenia). Na wyróżnienie zasługują także dodatki w postaci wzorów malowania okrętów. Myślę, że tego typu wstawki będą dla czytelników pasjonującą lekturą. Wizualizacje są uzupełnione solidną analizą autora, który jak zawsze nie stroni od opisów konstrukcji, narzucając je na barwne wspomnienia i anegdoty. Odniesień do komentarzy z przeszłości jest naprawdę dużo. Lata spędzone w archiwach, kwerendy zagraniczne procentują. Borowiak dzieli się dokumentami, które albo w ogóle nie były publikowane, albo czekały zakurzone na odświeżenie. ,,Kroniki Polskiej Marynarki Wojennej” Piaskowskiego stanowią jeden z fundamentów odniesień do poprzedników. Nie zabraknie także klasyki w postaci Pertka czy Kosiarza, których dzieła są dzisiaj uważane za zdezaktualizowane, choć wciąż wartościowe.

Największym atutem publikacji jest oczywiście zaprezentowanie bogatej historii polskich torpedowców i minowców. Okręty te Borowiak ukazuje z kilku perspektyw. To oczywiście część Polskiej Marynarki Wojennej oraz ważny element jej odbudowy w pierwszym okresie po odzyskaniu niepodległości. To także okręty szkoleniowe, które pozwoliły na wprowadzenie do służby setek marynarzy, którzy później kontynuowali kariery na większych jednostkach. To wreszcie szereg chwalebnych historii, także bojowych. Na dużą uwagę zasługuje opis walk we wrześniu 1939 roku, szczególnie w odniesieniu do dramatu załogi ,,Mazura”. Są to epizody często przemilczane, niedoceniane przez historyków zajmujących się dziejami Wojny Obronnej. Borowiak stawia okręty na pierwszym miejscu, uwypuklając to, co dla laików niedostrzegalne.

Przeczytałem książkę właśnie z perspektywy laika. Mimo kolejnych lektury marynistycznych nie czuję się na siłach, by wypowiadać na temat aspektów merytorycznych tego typu opracowań. Zdaję sobie sprawę, że ,,Torpedowce i minowce” nie są adresowane do wszystkich. To bardzo specyficzne opracowanie, które stanowi logiczne uzupełnienie dotychczasowych prac Borowiaka. Uważam, że potrzebne, zwłaszcza w kontekście raczej marnego zaplecza historiograficznego w rzeczonym temacie. Już choćby z tego względu książka zasługuje na uwagę. Myślę jednak, że wobec nieco niższej uniwersalności trudniej będzie jej przebić się do czytelników nastawionych wyłącznie na interesującą lekturę. ,,Torpedowce i minowce” są bowiem nasączone informacjami dotyczącymi aspektów konstrukcyjnych, technicznych, specyfiki służby i uplasowania jednostek w systemie obronnym II RP. Nie są to łatwe teksty, czasem może nieco zagmatwane. Nawet pomimo przystępnego stylu Borowiaka całość stanowi lekturę ,,ekspercką”, nastawioną na świadomego odbiorcę, który wie, czego szuka i rozumie określone zawiłości. Nie poczytuję tego za minus publikacji, lecz delikatne ograniczenie, które wpłynie na odbiór stojącej na wysokim poziomie lektury.

U-Booty typu IX. Oceaniczna broń podwodna Hitlera

Recenzja Portalu Historycznego II wojna światowa:

Dzieje niemieckich U-Bootów to ważna część historii Kriegsmarine z okresu II wojny światowej. Okręty podwodne napsuły aliantom sporo krwi, ale (a może właśnie dlatego) przez lata stanowiły obiekt fascynacji badaczy z całego świata. Na polskim rynku książkowym ukazało się już sporo – często bardzo szczegółowych – opracowań poświęconych temu tematowi. Żeby daleko nie szukać, wystarczy wspomnieć monografię Mariusza Borowiaka dedykowaną U-Bootom typu II czy U-Bootwaffe jako takiej w ,,Żelaznych okrętach Donitza”. Była także znakomita, dwutomowa biblia U-Bootów autorstwa Claya Blaira. Blair zawiesił poprzeczkę wysoko, stworzył także liczne grono wiernych czytelników, którzy teraz podejrzliwie patrzą na próby pisania o niemieckich okrętach podwodnych. Ostatnimi czasy Borowiak sięgał raczej po tematy związane z Polską Marynarką Wojenną, wobec czego powrót do Kriegsmarine należy traktować jako odskocznię i częściowo próbę zmierzenia się z wymogami rynku. Nie zmienia się osoba towarzysząca Borowiakowi przy redakcji – Tadeusz Kasperski dał się poznać jako świetny specjalista od zagadnień marynistycznych i teraz udowadnia, że tytuł ten przyznaliśmy mu w pełni zasłużenie. Co więcej, wydaje się, że ,,U-Booty typu IX. Oceaniczna broń podwodna Hitlera” to najlepsza jak do tej pory książka duetu Borowiak-Kasperski, a przecież dotychczasowe wydania przyjęliśmy pozytywnie. Czy lepsza od monografii Blaira? Tutaj miałbym pewne wątpliwości, ale uważam, że miłośnicy amerykańskiego historyka nie powinni być rozczarowani.

O czym opowiada polska monografia? Książka została podzielona na czytelne sekcje, które przybliżą nam funkcjonowanie U-Bootów typu IX od etapu koncepcyjnego, przez produkcję przygotowanie do walki aż po udział w konkretnych kampaniach oceanicznych w czasie II wojny światowej. Istotnym novum jest skoncentrowanie się na tym, co działo się na co dzień na pokładzie okrętu podwodnego. Jest sporo odniesień do realiów służby, pojawiają się obfite cytaty. Panowie nie stronią także od analizy detali w postaci uzbrojenia, malowania, kamuflażu i taktyki działania. Wydaje się, że to kompleksowe ujęcie i trudno dodać wiele więcej. Z całością świetnie komponuje się szerokie omówienie działań bojowych, w którym autorzy udanie łączą teorię wykorzystania U-Bootów z praktyką ich funkcjonowania w ramach Kriegsmarine. Leksykon służby poszczególnych okrętów stanowi znaczną część opracowania, ale nie jest osią, wokół której zbudowano narrację. Podoba mi się układ publikacji. Właściwie zamknięto wszystkie najważniejsze tematy, które pozwalają na kompleksowe, pełne zapoznanie się z historią tego konkretnego typu U-Bootów. Gdybym miał się do czegoś przyczepić – a robię to niechętnie – odniósłbym się do słabych podstaw dotyczących sytuacji na frontach II wojny światowej. Zwracam na to uwagę wyłącznie w kontekście braku wiedzy eksperckiej po mojej stronie, co uniemożliwia mi zrozumienie wszystkich zawiłości. Mimo wszystko i tak doceniam połączenie fachowości i przystępnego stylu pary Borowiak-Kasperski. Nawet jeśli umknie nam parę detali, nie obawiajmy się sięgnięcia po lekturę. Inna sprawa to sam zakres tematyczny, o czym za chwilę.

Książka ma monumentalny rozmiar. Estetyki dodaje twarda oprawa (z małych zastrzeżeń wydawniczych – w podtytule ktoś chyba przegapił kreskę nad ,,Ń”) oraz ogromna liczba zdjęć archiwalnych. Szata graficzna była do tej pory mocną stroną publikacji Borowiaka, który wypracował sprawdzony schemat – sporo rycin, dodatkowych tabelek, wrzutek z ciekawostkami, cytatami czy danymi taktyczno-technicznymi. To podejście sprawdzało się świetnie w seriach Almapress, a teraz dobrze wpisuje się w założenia cyklu w Napoleon V. Nie ma wprawdzie kredowego papieru, który pewnie byłby przysłowiową wisienką na torcie, ale w tym kontekście może to i lepiej, bo cena pewnie sięgnęłaby 200 złotych. Właśnie, cena. Zakładam, że wśród czytelników dyskusje będą się toczyć nie tylko w odniesieniu do zawartości merytorycznej publikacji, ale i wyśrubowanej wyceny książki. Czy 160 złotych to nie za dużo za monografię historyczną? Trudno powiedzieć. Nie ulega wątpliwości, że jakość publikacji stoi na wysokim poziomie, a jej treść jest dedykowana starannie dobranej grupie docelowej pasjonatów historii Kriegsmarine. Dla nich pewnie będzie to tzw. must-read. Dla przeciętnego odbiorcy obawiam się, że poprzeczka może być postawiona zbyt wysoko. Patrząc jednak z ich perspektywy, nie przekreślałbym pochopnie Borowiaka i Kasperskiego, bo wyszli czytelnikom naprzeciw, odpowiednio dobierając styl narracji do prezentowanych faktów. Owszem, nie jest to łatwa lektura, ale też daleko jej do niezrozumiałej lub nieczytelnej. To po prostu kompetentne, szerokie opracowanie, które ze względu na dobór tematu wpisuje się bardziej w potrzeby węższej grupy docelowej.

Reasumując, to prawdziwa biblia U-Bootów typu IX. Borowiak z Kasperskim zwyczajnie posprzątali rynek marynistyczny i w praktyce zamknęli temat. Nie sądzę, aby ktoś porwał się teraz za omawianie tego samego tematu, bo nie miałoby to większego sensu. To chyba najlepsza rekomendacja ich książki.

Misja specjalna U-234

Recenzja Portalu Historycznego II wojna światowa:

Współpraca Mariusza Borowiaka z Wydawnictwem Napoleon V kwitnie i rozwija się w najlepsze. Gdy pomyślę, że Borowiak na nic więcej nie wpadnie i zacznie w końcu powtarzać opublikowane przez siebie wątki, dostaję maila z propozycją objęcia kolejnego patronatu medialnego. Tak, ten autor ma jeszcze sporo pomysłów, co pewnie nie raz udowodni. Tymczasem rusza z nową, interesującą serią poświęconą zagadkowym wydarzeniom na frontach wojny morskiej w okresie II wojny światowej. Będą zatem tajemnice, ciekawostki i kilka nierozwiązanych spraw, na które Borowiak poluje w zagranicznych archiwach. I niech robi to jak najdłużej, bo funduje nam naprawdę niezłe lektury.

Nie oznacza to oczywiście, że całkowicie udało się mu uniknąć wtórności. W swoich rozprawach na temat U-Bootów poruszał już temat U-234, choć oczywiście nie tak dokładnie jak w omawianej monografii. Autor dokopał się do nowych, odtajnionych dokumentów w archiwum National Archives and Records Administration w College Park w Waszyngtonie, które zapewniły mu świetną pożywkę do opisania dość tajemniczej, niewyjaśnionej pierwszej misji U-Boota. Szkoda, że wciąż dysponujemy tak małą liczbą sprawdzonych, zweryfikowanych informacji i musimy bazować na przypuszczeniach. Mocną stroną publikacji są rozważania Borowiaka na temat alternatywnych rozwiązań dla całej historii, choć nie da się ukryć, iż ciągnie w kierunku spiskowej wersji z Amerykanami na pierwszym planie. In minus rozmiar książki, który znowu ograniczył autora i nie pozwolił mu rozwinąć skrzydeł, popuścić wodzy fantazji czy nawet porządnie opisać sekwencji zdarzeń. Nie wiem, czy przyzwyczaję się do ,,małego formatu” książek marynistycznych, nawet jeśli z nostalgią wspominam stare, klasyczne serie.

Żałuję też, że w przypisach nie zawarto odniesień do źródeł wiadomości. Borowiak często informuje nas w tekście, kto jest autorem informacji, ale nie odsyła nas do konkretnych źródeł, co utrudnia ewentualne dalsze poszukiwania, weryfikację czy samodzielne analizy w oparciu o szerszy materiał i wnioski innych autorów. A przecież mocną stroną opracowania – podobnie zresztą jak poprzednich firmowanych jego nazwiskiem – są obficie cytowane wypowiedzi i fragmenty dokumentów. Zakładam, że część jego czytelników to osoby dociekliwe, zaznajomione z tematem i chętnie poszerzające wiedzę. Borowiak sam wychował sobie takie pokolenie odbiorców. Trzeba zatem o nich dbać, co w mojej opinii na ogół całkiem nieźle się udaje ze względu na udane połączenie przystępnego stylu z wysokim poziomem merytorycznym. Skoro zatem książka ma zmniejszony format, można się spodziewać, że czytelnik będzie grzebał dalej. Zresztą cały cykl przygotowań do publikacji ,,Misji specjalnej U-234″ pokazał, jak ważny jest dobry kontakt z czytelnikami. Jeden z nich wyłapał błąd na okładce, o czym poinformował autora, wdając się w merytoryczną polemikę. Zaowocowało to zmianami i cennym doświadczeniem na przyszłość – Borowiak dołożył cegiełkę do stworzenia świadomego grona odbiorców, których poziom wiedzy jest na tyle wysoki, że mogą stanowić cenne wsparcie konsultacyjne.

Czy książka jest wartościowa? Zdecydowanie, choć nie wywarła na mnie jakiegoś piorunującego wrażenia. Autor ma już wyrobiony styl i warsztat, pisze ze swadą i umiejętnie łączy konkrety z poszukiwaniem sensacji. Zakładam, że właśnie to będzie stanowiło o sile nowej serii Wydawnictwa Napoleon V. W tym konkretnym wypadku nie zobaczyłem jednak przełomu, czegoś ekstra, co sprawiłoby, że ,,Misję specjalną U-234″ zapamiętam spośród dziesiątek innych historycznych książek. Bonusem są oczywiście odkrycia w nieweryfikowanych dotąd archiwach. Kto wie, co jeszcze się w nich kryje. Cieszę się, że Borowiak ma zapał do grzebania w dokumentacji i nie traci determinacji w wyciąganiu na światło dzienne przykurzonych, ale przecież atrakcyjnych historii. Czekam zatem na kolejne, może nawet solidniejsze opracowania, które staną się nie tylko lekturą na jeden wieczór, ale cennym materiałem źródłowym, do którego będę chciał regularnie wracać.

Hunt-Class Destroyers in Polish Navy Service

Recenzja Portalu Historycznego II wojna światowa:

„Hunt-Class Destroyers in Polish Navy Service” jest w najprostszym ujęciu próbą opowiedzenia historii „Krakowiaka”, „Kujawiaka” i „Ślązaka” z małym bonusem w postaci ogólnych rozważań na temat niszczycieli typu Hunt II, nieco większym bonusem w postaci relacji (także foto) z odnalezienia wraku „Kujawiaka” i największym bonusem w postaci grafik i wizualizacji Waldemara Góralskiego odtwarzających wygląd okrętów i charakterystycznych elementów wyposażenia pokładowego. Zaczynając od końca, świetny pomysł, gratka dla miłośników marynistyki, kolekcjonerów i wszystkich zainteresowanych prezentacjami 3D oraz ewentualnie bardziej zaawansowanymi technikami fotogrametrii (kto był na Międzynarodowym Festiwalu Nurkowania Wrakowego w Warszawie i słyszał wystąpienie Kariego Hyttinena z Finlandii, ten pewnie doskonale wie, o czym mowa). Materiały są niezwykle użyteczne i dodają książce kolorytu. Zresztą posiada ona bardzo bogate ilustracje, a samo wydanie wyróżnia się nienaganną estetyką.

Gdy zaś idzie o tekst, Mariusz Borowiak zdecydował się na opracowanie książki w dwóch językach. Polskiemu oryginałowi towarzyszy anglojęzyczne tłumaczenie. Pewnie będę miał okazję podpytać o to samego autora, ale przy okazji recenzji wyrażę swoje pierwsze odczucia, na gorąco po lekturze. Dla polskiego odbiorcy, zaznajomionego już z pracami Borowiaka, historia niszczycieli nie będzie niczym nowym, czytaliśmy już podobne teksty, znamy styl, schemat, zakres informacyjny. To raczej odtworzenie dotychczasowych ustaleń pisarza. Innymi słowy, nic nowego. Dla odbiorcy anglojęzycznego będzie to natomiast doskonała okazja do zapoznania się z historią polskich okrętów. Cieszy mnie zatem słuszny zabieg umiejscowienia dziejów niszczycieli na tle historii powszechnej, co przynajmniej częściowo umożliwi zrozumienie kontekstu czytelnikom z Wielkiej Brytanii. Dodajmy, najlepiej czytelnikom posiadającym już odpowiedni background, bo zrozumienie całości narracji bez wcześniejszego „przetarcia się” może być trudne. Głównie ze względu na konieczność doczytywania na temat PMW jako takiej i jej wojennych losów. Tu z pewnością jest potencjał na kolejne opracowania, ale pierwsze musi „zaskoczyć”, przetrzeć szlaki.

Wracając do kwestii, która jest dla mnie zagadkowa – nie do końca rozumiem decyzję o stworzeniu dwóch symultanicznych wersji językowych. Mam niejako wrażenie, że Borowiak nie mógł się zdecydować, do kogo ostatecznie będzie adresowana książka i postanowił upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Nie stoi to oczywiście w opozycji do idei promowania PMW poza granicami Polski, choć nie da się ukryć, że jeśli pisać do obcokrajowców, to nie warto tracić czasu na polską wersję językową. Może lepiej rozszerzyć narrację i dodać więcej informacji, nawet jeśli dodatki miałyby objąć głównie kwestie związane z funkcjonowaniem Royal Navy? A może znalazłoby się wtedy miejsce na szerszy rys historyczny samej PMW? To przemyślenia na gorąco po lekturze, jeszcze bez kontaktu z autorem, który pewnie będzie miał w tym temacie najwięcej do powiedzenia. Myślę, że pierwsza próba wyjścia poza Polskę będzie testem. W moim odczuciu test ten jest udany, choć na przyszłość warto przemyśleć, jaki kierunek dokładnie obrać. Borowiak ma w dorobku sporo publikacji, które mogłyby się na Zachodzie sprzedać bez konieczności pozostawiania oryginalnego tekstu w języku polskim. Znając jednak autora, nie mam wątpliwości, że wszystko dokładnie przemyśli i skalkuluje. Zostaje zatem czekać na kolejne historyczne newsy prosto z drugowojennej PMW.

Polska Marynarka Wojenna w fotografii 1918-1946”, t. 1 i 2

Recenzja Portalu Historycznego II wojna światowa:

Tym razem wpadł nam w ręce dość nietypowy projekt jak na Mariusza Borowiaka. Dotychczas popularny marynista lubował się w opisach, zdjęcia archiwalne traktując jako dodatek do całości (przy czym nie można mu odmówić, że zawsze dbał o stronę wizualną swoich publikacji). Przygotowanie „Polskiej Marynarki Wojennej w fotografii 1918-1946” stanowi odskocznię od sprawdzonego stylu, ale ze względu na unikatową zawartość wciąż mówić możemy o wartościowym opracowaniu.

Rozwiejmy od razu wątpliwości. Nie jest to jedynie album z fotografiami archiwalnymi. Świadczy o tym uzupełnienie ich treścią, ale i sam wybór prezentowanych materiałów. Myliłby się ten, kto uzna dwutomowe opracowanie za pójście na łatwiznę, czy pozbawioną treści próbę naciągnięcia czytelników na zakup rozbudowanej galerii zdjęć, które można by pobrać z Internetu. Wprost przeciwnie, Borowiak starannie wybrał fotografie, sięgając do nieprezentowanych lub mało znanych archiwów. „PMW w fotografii” to w moim odczuciu zwieńczenie pewnego etapu prac prowadzonych przez lata przez Borowiaka. Dokumentacja zdjęciowa jest świetnym podsumowaniem niezliczonych wizyt w archiwach, rozmów ze świadkami zdarzeń i ich spadkobiercami – innymi słowy, prób wydobycia na światło dzienne esencji służby polskich marynarzy w okresie międzywojennym i w czasie II wojny światowej. Wszystko to w dwóch tomach, w starannej edycji. Dodatkowo autor poprzedził galerię krótkim rysem historycznym, kreśląc zwięzłą historię polskich marynarzy, bo przecież ona – choć opowiedziana z nieco innej perspektywy – jest w tej książce najważniejsza.

Inicjatywę Borowiaka oceniam korzystnie, choć przy rekomendowaniu jego pozycji będę się trzymał sprawdzonych, tradycyjnych opracowań. Niedawno Almapress wznowiło doskonałe ,,Stalowe drapieżniki”. Warto przy tej okazji odświeżyć sobie temat naszych podwodniaków. ,,PMW w fotografii” także będzie dla odbiorców cennym źródłem wiedzy. Innej jakościowo, ale skłaniającej do refleksji i uważnych studiów. Nie bagatelizujmy znaczenia zaprezentowanych zdjęć. Owszem, nie mogą się równać z solidną porcją wiedzy, którą znaliśmy z dotychczasowych opracowań Borowiaka. Są jednym doskonałym uzupełnieniem i wciąż znakomitym źródłem informacji, paradoksalnie obfitującym w treść, zarówno o samej PMW, jak i zbiorach, z których pochodzą.

Polska Marynarka Wojenna II Rzeczypospolitej. Flotylla Wiślana 1918-1925, t. 1

Recenzja Portalu Historycznego II wojna światowa:

Nową serię Mariusz Borowiaka poświęconą Polskiej Marynarce Wojennej okresu II Rzeczypospolitej przyjąłem z początku z pewną obawą. Otóż obawiałem się, że Borowiak pójdzie na skróty i powieli to, o czym pisał już wielokrotnie. Polskiemu maryniście ponownie udało się jednak zaskoczyć mnie świeżością doboru tematów i spojrzenia, choć – tutaj uwaga na przyszłość – końcówka serii faktycznie może dublować jego wcześniejsze opracowania. Na ten moment (a piszę to z perspektywy trzech pierwszych tomów) jest dobrze i wciąż jest o czym czytać. Borowiak zaserwował nam bowiem szereg publikacji na tyle unikatowych, że absolutne nie możemy mówić o wtórności, a wręcz o podkreśleniu pozycji prekursora na polskim rynku książkowym.

Oczywiście recenzja całej serii nie jest możliwa z perspektywy dwóch/trzech przeczytanych tomów. Zapoznałem się już z zapowiedziami kolejnych i zdaję sobie sprawę z ich potencjalnie wysokiej wartości merytorycznej. Na podstawie pierwszych doświadczeń mogę się podzielić szeregiem przemyśleń dotyczących wydania i koncepcji. Borowiak sięga po sprawdzone rozwiązania, które zaczął wykorzystywać w ramach współpracy z Wydawnictwem Napoleon V. Za czasów Almapress koncentrował się raczej na większych monografiach (co oczywiście robi do teraz, tyle że przy innych projektach), jakiś czas temu wpadł jednak na pomysł wypuszczania na rynek kolekcji, dawkując odbiorcom wiedzę, ale i poświęcając więcej czasu na konkretne, specyficzne tematy. W takich kategoriach postrzegam wydania poświęcone Flotylli Wiślanej i Flotylli Pińskiej. Owszem, o każdej z nich co nieco już wspomniano, wobec czego nie są to absolutne nowości. Zebranie informacji w jednym miejscu, a przy tym okraszenie ich doskonałymi materiałami archiwalnymi stanowią ważny krok naprzód w badaniach.

Archiwa od pewnego czasu są bardzo mocną stroną Borowiaka. Wynika to z czasu i inwestycji poświęconych przez autora na dostępy i podróże. Jest to dobra droga, a dociekliwość Borowiaka otwiera drzwi do nowych informacji także przed jego czytelnikami. Innymi słowy, transferuje wygrzebane informacje do nas, odbiorców, którzy w normalnych warunkach mielibyśmy marne szanse na wgląd w tego typu dokumentację. Na wysokim poziomie nadal stoją wizualizacje graficzne. Pod względem narracyjnym wyjątkowo ponarzekałbym na nieco zbyt techniczne podejście do tematu. Mało, jak na standardy tego autora, anegdotek z życia jednostek, opisów służby – bardzo dużo natomiast specyficznych informacji na temat aspektów technologicznych jednostek bojowych. Samo w sobie jest to oczywiście ciekawe, ale wymaga od czytelnika przynajmniej bazowej wiedzy, co niektórym znacząco utrudni odbiór i ograniczy przyjemność z czytania.

Nie da się ukryć, że cała seria jest adresowana dla ludzi zainteresowanych historią PMW. To nie jest próba popularyzatorska, lecz wyjście naprzeciw sporej w Polsce grupie pasjonatów, którzy chcą konkretów. W tym kontekście absolutnie nie dziwią mnie wybory Borowiaka, który pisze bardzo dużo, więc może kierować swoje publikacje do różnych grup docelowych. Seria o PMW w II RP zapowiada się jako silna pozycja, która być może nie będzie szczególnie pasjonująca, ale jest niezbędna do zaprezentowania kompleksowej historii PMW. Doceniam i szanuję taki krok.

Waleczny. Opowieść o morskim Wołodyjowskim

Recenzja Portalu Historycznego II wojna światowa:

Debiut Mariusza Borowiaka w wydawnictwie i księgarni Stara Szuflada i od razu zmiana klimatu pisarskiego. Oczywiście nie o 180 stopni, wciąż pozostajemy przecież w tematyce marynistycznej. Przyzwyczailiśmy się w ostatnich latach do sporej liczby publikacji tego autora poświęconych czy to historii poszczególnych okrętów Polskiej Marynarki Wojennej, czy to operacjom U-Bootów. Biografie nie były dotychczas głównym punktem zainteresowań Borowiaka, choć jego opowieść o admirale Unrugu do dzisiaj cieszy się dużym zainteresowaniem. Nic dziwnego, sam Unrug w ostatnich latach stał się postacią, na której słusznie budowana jest część złotej legendy PMW. A i życiorys miał skrojony pod książkę. „Morski Wołodyjowski”, jak poetycko został nazwany komandor Stanisław Tytus Dzienisiewicz (tytułowy „Waleczny”), nie jest może postacią tak fascynującą jak Unrug, nie wiążą się z nim tak barwne anegdoty. Jego losy odzwierciedlają jednak życiorysy tysięcy polskich tułaczy, którzy w czasie II wojny światowej przebyli pół świata, by bić się za ojczyznę. Jego przymioty osobiste są odzwierciedleniem pewnego etosu przedwojennego polskiego marynarza. Wreszcie jego ofiarność, dokładność i determinacja mogą po dziś dzień uchodzić za wzorce tego, co znaczy być oficerem. Jest zatem ze wszech miar postacią ciekawą, a „Waleczny” to jakby dopełnienie dziejów jego służby sprzed laty.

Największym atutem „Walecznego”, co nie powinno być zaskoczeniem, jest ukazanie postaci Dzienisiewicza szerszej publice. Życiorys komandora spoczywał w rodzinnych archiwach i zapewne do dzisiaj nie zostałby z nich wydobyty, gdyby nie determinacja jego potomków i zaangażowanie do działania Borowiaka. Na początku drogi autor miał nieco łatwiej, bowiem Dzienisiewicz spisał swego rodzaju wspomnienia zatytułowane – co także sporo mówi o jego nastawieniu – „Nieudana rusyfikacja”. To stamtąd pochodzi gros informacji na temat wczesnego okresu życiu „Walecznego”. Borowiak jasno wskazuje, w których miejscach mamy luki w życiorysie Dzienisiewicza. Jest kilka takich okresów, ale nie są one kluczowe dla zrozumienia biografii. Dziury wypełnione są przez autora próbami scharakteryzowania tego, co działo się w najbliższym otoczeniu głównego bohatera książki (jak choćby w przypadku wojny polsko-bolszewickiej). Momentami pobocznych informacji wydaje się być zbyt wiele, by mogły wnieść coś konkretnego do samej biografii i tutaj pojawia się pierwszy zarzut pod adresem publikacji. Być może dobrym rozwiązaniem byłoby w takich momentach dokonanie analizy, jak niektóre doświadczenia kształtowały charakter Dzienisiewicza i jak wpłynęły na jego życiowe wybory. Ale to już oczywiście czysto hipotetyczne rozważania, bo wobec braku konkretnych materiałów pewności mieć nie możemy.

Borowiak garściami czerpie z dotychczasowych badań i archiwów, do których udało mu się dotrzeć. Podpiera się dziesiątkami wspomnień, które pozwalają czytelnikom „wczuć się w klimat”. Książka jest zatem nie tyle klasyczną biografią – przedstawia także interesujący rys pewnej epoki i kariery osadzonej w określonych historycznych realiach. Dwudziestolecie międzywojenne i II wojna światowa są szczególnie ciekawym okresem dla PMW. Oczywiście, dużo informacji zawartych w opracowaniu mogłoby zatem zostać pominiętych, ale wobec ograniczonego dostępu do danych na temat niektórych etapów służby Dzienisiewicza, Borowiak zdecydował się je zastąpić zamiennikami. Możliwe, że to właśnie one powodują, iż momentami brakowało mi więcej informacji na temat samego Dzienisiewicza – jaki był, czym się odznaczał. Czegoś, co wykracza poza jego służbę. Bardziej personalnego podejścia do postaci, zwrócenia uwagi na jego ludzkie oblicze, może życie rodzinne. Rozumiem, że informacje były w tym względzie ograniczone, co wskazuje sam Borowiak, odnosząc się chociażby do bardzo małej ilości danych na temat zawarcia małżeństwa Dzienisiewicza z Pelagią Twardowską. W tym kontekście, niestety, słabo wypada ostatni rozdział poświęcony okresowi powojennemu – za krótki i nieuwzględniający tego, co mogłoby być interesujące dla ukazania innego oblicza dowódcy, choćby na podstawie ustnych przekazów rodziny.

Ogółem jednak, i tu muszę wrócić do początku recenzji, przywrócenie zbiorowej pamięci „Walecznego” jest czymś, za co Borowiakowi należą się serdeczne podziękowania. Przetarł kolejny historyczny i pisarski szlak. Tak, pewnych elementów brakuje i należy założyć, iż autor nie miał dostępu do niektórych informacji. A może nieco przesadził z własną pasją kronikarską? Czytelnikom może to zrekompensować wplecenie w książkę dziesiątek zdjęć archiwalnych, które same w sobie opowiadają ciekawą historię życia i służby Dzienisiewicza, a momentami – co chyba nie powinno dziwić, skoro służba „Walecznego” nieodłącznie wiąże się także z okrętami, na którymi przebywał – dziejów PMW.

Recenzja Krzysztofa Drozdowskiego (Tygodnik Bydgoski):

Nowa książka Mariusza Borowiaka to swoista ciekawostka. Dotychczas w bogatym dorobku autora znaleźć możemy jedynie jedną pozycję biograficzną.

Biografie są specyficznym tworem literatury historycznej. Niewielu autorów podejmuje się żmudnej i czesto wieloletniej pracy by sportretować postać z dawnych czasów. Zawsze też, przynajmniej mnie jako czytelnika zastanawia co kierowało autorem by akurat tej osobie chciał poświęcić swój cenny czas. Często możemy mówić o sympatii lub antypatii wobec opisywanej postaci. I chyba też Mariusz Borowiak poszedł tym własnie kluczem emocji. Utwierdzam się w tym po lekturze jego najnowszej publikacji o komandorze Stanisławie Dzienisiewiczu. 

Na poczatek jednak pewna uwaga. Gdyby nie fakt, że od wielu lat sam zajmuje się historią Polski z XX wieku, to nieodgadłbym nigdy, sugerując się samym tytułem, o kim ta ksiązka jest. I myślę, ze z tym też może mieć problem wielu czytelników, którzy są z jednej strony zaciekawieni fantazyjnym tytułem, ale z drugiej strony nie mając pewności co znajdą w środku jednak nie sięgną po tę publikację. Oczywiście to będzie ich duży błąd, bo lektura biografii tego marynarza jest fascynująca i porywająca zarazem. Nie jedna osoba chciałaby w swoim życiu przeżyć tyle przygód ile było dziełem tego niskiego wzrostu komandora. 

A przecież nie znamy wszystkich szczegółów z jego życia. Niestety nawet tak dociekliwemu badaczowi jakim jest Mariusz Borowiak nie udał się ten wyczyn by przedstawić całość życia opisywanego bohatera. I brawa dla autora za to, że tam gdzie informacji brakuje, bo albo nie udało się dotrzeć do odpowiednich materiałów, lub poprostu ich już nie ma to Borowiak o tym pisze. Stąd też czytając mamy nawet klarowniejszy obraz tego czego nie ma. 

Borowiak podzielił opowieść o życiu komandora na 11 rozdziałów, które obficie okrasił ilustracjami. oprócz zdjeć postaci czy dokumentów znajdziemy również na końcu publikacji kolorowe szkice statków na których pływał Dzienisiewicz. 

W kilku jedynie słowach o osobie głównego bohatera. Stanisław Tytus Dzienisiewicz urodził się 4 stycznia 1897 w Radziechowicach, zmarł 14 czerwca 1979 w Londynie. Uczestniczył w walkach w trakcie I wojny światowej, wojny polsko-bolszewickiej i II wojny światowej. Był kawalererem Orderu Virtuti Militari, trzykrotnie odznaczony Krzyżem Walecznych. W latach 1930–1945 był dowódcą aż ośmiu okrętów Marynarki Wojennej oraz dowódcą Dywizjonu Szkolnego MW, komendantem Centrum Wyszkolenia Specjalistów Floty, a w 1946 został dowódcą Obozu Szkoleniowego ORP „Bałtyk”.

Publikacja została wydana w twardej oprawie przez wydawnictwa Stara Szuflada z Chrzanu. Jako, że jest to już moje kolejne zetknięcie się z publikacją tego wydawnictwa to mogę z pełnym przekonaniem napisać, ze poziom edytorski i wizualny książki jest na jak zawsze wysokim poziomie. Również redakcyjnie ciężko zauważyć jakieś błędy. Dlatego też tekst czyta się płynnie bez zbędnych zgrzytów w postaci literówek. 

Z całą pewnością więc polecam lekturę biografii Stanisława Dzienisiewicza, autorstwa Mariusza Borowiaka i to nie tylko osobom zainteresowanym dziejami polskiej Marynarki Wojennej.

Recenzja Piotra Korczyńskiego (Polska Zbrojna Historia):

U-Booty Hitlera w Ameryce Południowej. Prawdziwa historia

Recenzja Portalu Historycznego II wojna światowa:

Czasem w recenzjach książek autorów, których publikacje miałem już okazję wcześniej omawiać, posługuję się wyświechtanym sloganem o tym, że „musieliśmy długo na coś czekać”. Mariusz Borowiak zazwyczaj zmusza mnie do większej kreatywności. Jego opracowania ukazują się właściwie jedno po drugim i czasem trudno wręcz nadążyć za kolejnymi projektami. Doceńmy to nie tylko jako czytelnicy, ale i miłośnicy historii. Potrzebujemy bowiem wszechstronnych popularyzatorów, którzy – czasem w oryginalny sposób – będą potrafili przyciągnąć do historii nowe grono odbiorców. A skoro o popularyzacji i oryginalności mowa, zalecam zapamiętać nazwisko Piotr Wytykowski. To współzałożyciel Stowarzyszenia Wyprawy Wrakowe i aktywny płetwonurek, który organizował ekspedycje i sam kierował kilkunastoma wyprawami na wraki okrętów. Jednym z największych osiągnięć Wytykowskiego było dotarcie do wraku polskiego niszczyciela ORP „Kujawiak” zatopionego u wybrzeży Malty w 1942 roku. Wyprawie towarzyszył Borowiak, który w swoim stylu przeniósł historię na karty książki. Współpraca obu panów była przez lata rozwijana na wielu frontach, podsycana przyjaźnią i pasją. Aż dziw, że na wspólną książkę zdecydowali się dopiero teraz.

Partnerski debiut jest jednak udany. Historia U-Bootów uciekających do Ameryki Południowej jest pod wieloma względami sensacyjna i to udaje się autorom oddać. Duża w tym zasługa potoczystej narracji i rezygnacji z przydługich wstawek technicznych. Bałem się nieco, że Borowiak i Wytykowski przesadzą z odniesieniami do technikaliów, by stworzyć wrażenie głębszej analizy. Tymczasem umiejętnie omawiają aspekty polityczne i przyglądają się poszczególnym teoriom spiskowym, których nie brakuje ani wśród historyków, ani wśród miłośników historii. Dobrze grają rolę demaskatorów, obnażając słabości kolejnych koncepcji. Niektóre z nich były mi doskonale znane, ale sam nie potrafiłem wymyślić konkretnych argumentów na ich obalenie, choć czasem miałem oczywiste poczucie: „Boże, coś tu nie gra, to brzmi naprawdę głupio”. Borowiak i Wytykowski rozprawili się z tym poczuciem i przynajmniej częścią abstrakcyjnych teorii spiskowych. Żeby nie być gołosłownym. Nigdy nie słyszałem o chorobie morskiej Adolfa Hitlera, ale wobec argumentacji autorów faktycznie mało prawdopodobny wydaje mi się scenariusz, w którym niemiecki dyktator ładuje się na pokład U-Boota i płynie w metalowej puszce przez ocean.

Negatywnie można natomiast ocenić nieco zbyt długie opisy służby okrętów i wybranych postaci, które niepotrzebnie spowalniają narrację i nie wnoszą wiele do opisu zasadniczej części historii (U-530). Na tym tle bardzo dobrze wypada odpowiednio skomponowany i nieprzesadzony wstęp oraz metodyczna analiza dokumentów i archiwów. Tutaj autorzy wykonali kawał dobrej roboty, która dobrze przygotowuje do zasadniczej części książki. Nie boją się także kwestionować ustaleń innych badaczy i falsyfikować teorii swoich poprzedników. Warto także pamiętać, na co zresztą zwracają uwagę Borowiak i Wytykowski, że część archiwów w momencie pisania książki nie była odtajniona (choć w przypadku U-530 podają datę 2020, a przecież książka pojawiła się na rynku rok później). Niezależnie od tego może to oznaczać, iż w niedalekiej przyszłości autorzy zyskają dodatkowy materiał do analiz i być może uzupełnią swoje badania. Szkoda, że tak mało miejsca poświęcili niemieckim tajnym bazom U-Bootów. Rozumiem, że co do zasady nie zgadzają się z tezą będącą fundamentem tej teorii, ale sam rozdział na tle innych wypada blado.

Docenić należy bogactwo materiałów zdjęciowych, które dobrze wpisują się w opowiadaną przez autorów historię. Jest ich tak dużo, że przy składaniu książki ciężko było je zapewne sensownie rozłożyć. Stąd w niektórych miejscach nieco pustych białych pól (do przemyślenia w przyszłości, jak to lepiej zagospodarować). Tu i ówdzie zdarzają się drobne wpadki językowe (aż sprawdziłem, czy żądny piszemy z „ż”!), zdarzyło mi się natrafić także na usterki techniczne w postaci zmieniających się rozmiarów czcionki (zapewne kwestia druku i rozstrzału między znakami), ale nie wpływają one na odbiór lektury. W przyszłości warto jednak rozważyć wzmocnioną korektę (w tym językową), która wyeliminuje niedoskonałości.

A na te naprawdę można machnąć ręką, gdy weźmie się pod uwagę zakres tematyczny i pracę wykonaną przez autorów. Jestem pod wrażeniem bogactwa dokumentacji, także archiwalnej, i samych historii opisanych w książce. Forma i przystępność narracji powinny otworzyć opracowanie na szersze grono czytelników. To duży atut z punktu widzenia autorów i środowiska historycznego. Mówić ciekawie o przeszłości, a przy tym nie bawić się w uatrakcyjnianie tekstu poprzez uwiarygodnianie teorii spiskowych, które są w tym wypadku punktem wyjścia dla prowadzonych badań, to duża sztuka.

Recenzja Krzysztofa Drozdowskiego (Tygodnik Bydgoski):

Nowa książka duetu autorskiego Mariusz Borowiak, Piotr Wytykowski oczekiwana przez wielu pasjonatów historii i wojennych tajemnic zabiera nas do odległej Ameryki Południowej. Autorzy próbują obalić wiele mitów narosłych wokół ostatnich niemieckich okrętów podwodnych, które poddały się w Argentynie lub płynęły do Japonii na długo jeszcze po zakończeniu II wojny światowej. Czy im się to udało? Czy autorzy dotarli do prawdy? I czy w ogóle da się do niej dotrzeć?

Przyznam, że nowa publikacja Mariusza Borowiaka, z którym mam przyjemność znać się osobiście (co nie wpływa na moją ocenę) była przeze mnie wyczekiwana od dobrych kilkunastu miesięcy. Tym razem do znakomitego pisarza wojenno-morskiego dołączył Piotr Wytykowski, który wniósł sporo wiedzy technicznej. I tak oto w ten sposób do rąk czytelników, za sprawą wydawnictwa Stara Szuflada trafiła wyczekiwana pozycja.

Autorzy na 370 stronach podzielonych na 10 rozdziałów opisują historie niemieckich okrętów podwodnych (U-boot), które pomimo otrzymanej informacji o zakończeniu II wojny światowej i bezwarunkowej kapitulacji podjęli ryzyko dalszej podróży i poddania się w sobie dogodny sposób. Czy za ich decyzją stało to, że przewozili cenne ładunki lub ukrywających się nazistowskich bonzów, uciekających przed mającą rychło nastać sprawiedliwością z rąk Aliantów?

To jest właśnie jedno z najważniejszych pytań postawionych sobie przez autorów. Borowiak i Wytykowski nie poprzestają jednak na zarzuceniu czytelnika licznymi pytaniami i wątpliwościami i pozostawieniu go pod ścianą milczenia z powodu braku sensownych odpowiedzi. Na stawiane pytania odpowiadają i rozwikłują liczne zagadki i wątpliwości. A tam, gdzie nie da się obecnie lub może już nigdy się nie da odpowiedzieć zgodnie z prawdą to sumiennie o tym czytelnika informują. 

W książce znajdziemy wiele odniesień do znanych z kart historii postaci takich jak Martin Bormann czy szef Gestapo Heinrich Müller. Wokół ich osób narosło po wojnie wiele mitów. Bormann miał być widziany w Argentynie, a szef Gestapo zniknął zupełnie bez śladu. W jego przypadku dużo mówi się jednak o przechwyceniu go przez Rosjan. To jednak tylko teoria. Wracając do omawianej książki znajdziemy w niej obszerny rozdział poświęcony sekretarzowi Hitlera. Czytając ma się nieco wrażenie, że znalazł się on tam przypadkowo. Jednakże mając na uwadze ilość plotek rozsiewanych na temat podróży Bormanan do Argentyny w tym właśnie na pokładzie okrętu podwodnego jest on całkowicie uzasadniony. Jako bonus dostajemy skondensowaną historię jego powojennych poszukiwań i historii odnalezienia jego szkieletu.

Książka została wydana starannie, dodatkowo w sztywnej oprawie, co znacząco podnosi jej walory techniczne. Zarówno autorzy jak i redakcja ustrzegli się błędów w postaci literówek (tych ok. 5 więc w granicach błędu statystycznego). Raz odnotować można, że zabrakło literki na końcu słowa.

Oczywiście mam również kilka uwag in minus do samej treści publikacji. Na stronie 31 autorzy piszą o planowanym przez marszałka Hermana Goeringa zbrojnym puczu, mającym na celu siłowe przejęcie władzy pod koniec wojny. Prawda, że Wielki Łowczy Rzeszy próbował przejąć władzę, jednakże nie był w stanie ani nawet nie próbował tego dokonać siłowo. 23 kwietnia 1945 roku o godz. 15:10 w bunkrze Hitlera odebrano telegram w którym wystosował zapytanie odnośnie zdolności dalszego przywództwa Rzeszy przez Adolfa Hitlera. Jako, że na odpowiedź dał jedynie 24 godziny można to uznać za ultimatum. Sytuację z telegramem wykorzystał sekretarz Hitlera Martin Bormann, który doprowadził do wyrugowania swojego konkurenta ze wszystkich posiadanych stanowisk. 

Omawiając historię okrętu podwodnego U-530 na stronie 162 autorzy piszą, że – dopiero w 2020 r. zostaną odtajnione wszystkie dokumenty na temat ostatniej misji okrętu. I tu zabrakło mi dalszej pogłębionej kwerendy w tych odtajnionych dokumentach lub informacji czy to odtajnienie nastąpiło. Wszakże, książka została wydana w 2021 roku.

I jeszcze jedna uwaga. na str. 337 w przypisie 20 autor pisze, że dzieci Magdy i Josepha Goebbelsów podzieliły samobójczy los rodziców. Wydaje się, że użyto raczej niezbyt dobrego sformułowania. W przypadku dzieci ministra propagandy nie ma mowy o samobójstwie a o morderstwie, które na nich popełniono. 

Książka jest warta czasu poświęconego na jej przeczytanie, do czego gorąco zachęcam. 

Recenzja Andrzeja Daczkowskiego – redaktora naczelnego miesięcznika Odkrywca:

[#okularnicyczytają #9] U-BOOTY HITLERA W AMERYCE POŁUDNIOWEJ. PRAWDZIWA HISTORIA [recenzja]

Autor: Mariusz Borowiak, Piotr Wytykowski

? Przez kilkanaście wieczorów czytałem i “płynąłem” z U 530, U 977 i U 234. Jest koniec wojny. Część podwodnych wilków decyduje się na odyseję do Argentyny.? Opis dalekich rejsów u-bootów wyśmienity. Pomysł jednej z załóg u-bootów o stawianiu… żagli w sytuacji braku paliwa uzmysławia determinację Niemców.? Siatka agentów w rejonie Hiszpanii i Argentyny – chciałoby się nieco więcej stron na ten temat.? Prasa w Argentynie o u-bootach w latach 40. XX wieku w tej książce? Są wciągające wątki. Jednak daleko im do tego, co robi Bartosz Rdułtowski w ramach np. “Kryptonim V-7. Konstruktorzy i świadkowie”. Tam dokładnie analizuje południowoamerykanskie tematy tajnych broni nazistowskich w publikacjach prasowych. Chciałoby się 10 stron więcej, bo to istotny wątek – wpływu prasy na ogólne wyobrażenia i w efekcie powstania popkulturowych mitów o IIWŚ.?Brakuje mi również bardziej rozbudowanego wątku różnego rodzaju Etappendienstamach (jak na Wyspach Kanaryjskich) i im pochodnych (np. kierownicy portów, wpływowi obywatele III Rzeszy w Ameryce Południowej).? W związku z U 234 i jego nieudanym rejsem do Kraju Kwitnącej Wiśni brakuje wątku (2-4 strony) o podwodnych transportowcach włoskich pływających do Japonii i ich morskich spotkaniach z u-bootami (pokazałoby to w pełni świat niesamowitych podwodnych transferów sprzętu i inżynierów).? Czasem brak przypisów do fundamentalnych informacji (i to jest już poważny minus).? Czy książkę polecam? Jak najbardziej tak. Fascynująca lektura z niedosytem pewnym. Wartościowa pozycja “południowoamerykańska”, czyli świecie generującym “ukryte historie” o zaginionych u-bootach, rzekomych tajnych bazach III Rzeszy u wybrzeży argentyńskich, dygnitarzach nazistowskich mieszkających w odległych ranczach Patagonii. Co jest fałszem, a co prawdą? W książce padają odpowiedzi, jednak intrygująco wypunktowane są sprawy nierozstrzygnięte. ? Warto dodać, że owe “ukryte historie” są żywe wśród pasjonatów historii w Argentynie. “Odkrywane” są kolejne u-booty, nawet takie, którymi “płynął A.H.”. Pokazywane są gospodarstwa rolne, gdzie A.H. mieszkał. Trochę jak w naszych Górach Sowich i wiarą niektórych w nieodkryte poziomy podziemi i przekonaniem, że wszystkie sztolnie są ze sobą połączone, a w nich znajdują się tajne laboratoria. ? Warto kupić w druku i mieć. #niechżyjedruk

U-Booty na Morzu Czarnym 1942-1944. Mała flota Hitlera

Recenzja Portalu Historycznego II wojna światowa:

Mariusz Borowiak od wielu lat eksploruje (i eksploatuje) kolejne tematy związane z historią niemieckich okrętów podwodnych. Robi to z ogromnym zacięciem i konsekwencją, a przy tym z rozmachem, o czym świadczą kolejne serie wydawnicze sygnowane jego nazwiskiem oraz sposób przygotowania publikacji. Jego najnowsza książka poświęcona służbie U-Bootów na Morzu Czarnym w latach 1942-1944 wypełnia kolejną lukę na rynku i jest częściowo pokłosiem badań Borowiaka (ale nie tylko, nie zapominajmy o Tadeuszu Kasperskim czy Łukaszu Grześkowiaku) nad wydarzeniami na Morzu Śródziemnym. Moim zdaniem wypełnia w sposób co najmniej dobry, a może i bardziej niż dobry.

Morze Czarne, do czego muszę się przyznać, nie funkcjonowało w mojej historycznej wyobraźni jako teatr działań wojennych. Oczywiście, intensywność walk w tym rejonie była znacząco niższa, ale ostatecznie wydarzenia w basenie Morza Czarnego także odegrały pewną rolę w kształtowaniu kampanii radzieckiej i nie należy ich spychać na absolutny margines. Jaką? Tego z grubsza dowiemy się bezpośrednio od Borowiaka. Dlaczego jedynie „z grubsza”? Autor wykonał kawał roboty, odtwarzając dzieje służby czarnomorskich „małych wilków” Hitlera, ale przy okazji spłycił kilka ważnych wątków.

Borowiak bardzo słusznie zaczyna od wstępu poświęconego teatrowi działań wojennych, który znalazł się w jego zainteresowaniu. Szkoda, że ten rozdział nie został poszerzony o szerszą analizę znaczenia Morza Czarnego w okresie II wojny światowej. Informacje tego typu pojawiają się oczywiście na kartach książki, ale są rozrzucone. Wydaje mi się, że właśnie wstęp – dobrze przecież pomyślany – byłby idealnym miejscem do nakreślenia szerokiego kontekstu historycznego i strategicznego, z uwzględnieniem znaczenia akwenu jeszcze sprzed okresu hitlerowskiej agresji przeciwko ZSRR. Podobne zastrzeżenia można zgłosić do bardzo lakonicznego zakończenia, w którym zwyczajnie brakuje solidnego podsumowania efektów i zasadności przeprowadzenia szaleńczej operacji przewozowej i działań bojowych na Morzu Czarnym. Tutaj zatem drobne usterki.

Bardzo dobrym założeniem było wprowadzenie czytelnika w świat okrętów podwodnych typu II B. Borowiak słusznie wywnioskował, iż nie ma sensu powtarzać tych samych informacji przy opisie każdej kolejnej jednostki odesłanej przez Kriegsmarine na Morze Czarne. Skoro łączył je wspólny mianownik, zasadne było skondensowanie informacji ogólnych na temat konstrukcji i służby U-Bootów właśnie tego typu. Przy okazji mógł podeprzeć się swoimi wcześniejszymi badaniami, przy czym nawet dla koneserów rozdział nie będzie miał wyłącznie charakteru powtórki. Świetnie prezentuje się natomiast część o transporcie lądowym U-Bootów. To historia, która ma potencjał sama w sobie – okręty podwodne przerzucane przez pół Europy, by mogły walczyć na odległym i w praktyce niemal odciętym od reszty morskich teatrów działań odcinku? Nieprawdopodobne, zwłaszcza jak na ówczesne warunki. Bardzo interesująca koncepcja niemieckiego dowództwa.

Borowiak prezentuje bardzo dokładny rys operacji prowadzonych przez Niemców na Morzu Czarnym. Metodycznie analizuje zaangażowanie poszczególnych jednostek i robi to w bardzo dobrym stylu. Tym razem nie nasączył tekstu tak wieloma bezpośrednimi cytatami, ale książka w ogóle na tym nie traci, a momentami zyskuje. Tam, gdzie trzeba, wciąż podpiera się odniesieniami, cytuje świadków zdarzeń, udało się mu także zidentyfikować kilku marynarzy, którzy mieli szczęście przetrwać straceńczą misję. Całość została okraszona setkami zdjęć archiwalnych. Wydanie książki stoi na bardzo wysokim poziomie i nie jest to jedynie kwestia twardej oprawy i kredowego papieru. Tekst uzupełniono czytelnymi tabelami oraz przedrukami dokumentów. Części wizualnej trudno cokolwiek zarzucić. W porównaniu do poprzedniej pełnoformatowej książki Borowiaka lepiej prezentuje się też połączenie ilustracji z tekstem – nie ma białych plam, wydawca wykonał w tym względzie solidną pracę redakcyjną.

Nowa książka, stary Borowiak – można by powiedzieć. Polski marynista wyznaczył sobie pewien standard, wokół którego się porusza. „U-Booty na Morzu Czarnym” nie są przełomowym opracowaniem, ale przecież nie takie było założenie. Są bardzo dobrym źródłem wiedzy w temacie specyficznym, a przez to siłą rzeczy trudniejszym. Autor umiał z niego wydobyć najciekawsze kwestie i silnie zaznaczył swoje atuty – świetne rozeznanie w historii okrętów podwodnych, bogactwo źródeł i materiałów, a przez to fachowość w prowadzonym researchu archiwalnym, oraz umiejętność zgrabnego łączenia historii operacji z historią techniki wojskowej. Jak na opis działań na Morzu Czarnym, jest to wystarczająca lista atutów.

Trudne Początki Polskiej Marynarki Wojennej

Komandor Kanafoyski i Oddział Wydzielony „Wisła” w 1939 r.

Recenzja Portalu Historycznego II wojna światowa:

Rok wydania – 2022

Autor – Mariusz Borowiak

Wydawnictwo – Stara Szuflada

Liczba stron – 214

Tematyka – trzeci tom serii poświęconej Marynarce Wojennej Polski Odrodzonej – tym razem autor bierze na tapet Oddział Wydzielony „Wisła” i Romana Kanafoyskiego, który dowodził jednostką w całym okresie jej istnienia.

Ocena – 7,5/10

Trzeci tom serii Mariusza Borowiaka poświęconej Marynarce Wojennej Polski Odrodzonej jest dedykowany dwóm łączącym się ze sobą tematom. Z jednej strony to historia Oddziału Wydzielonego „Wisła”, z drugiej wpisujący się w dzieje jednostki życiorys komandora Romana Kanafoyskiego, postaci mało znanej, której znaczenia nie należy jednak bagatelizować. Zapisał on bowiem bardzo oryginalne karty historii, dowodząc najpierw jednostką flotylli rzecznej, a następnie oddziałem bijącym się pod Bzurą i próbującym wyjść z niemieckiego okrążenia. Nietypowo jak na marynarzy. Ten epizod największej batalii Wojny Obronnej 1939 roku był mi kompletnie nieznany.

Popularyzacja tematów zapomnianych jest w moim odczuciu największym atutem całej serii. Oddział Wydzielony „Wisła” nie stanowi w tym względzie wyjątku. Próbowałem pogrzebać nieco w Internecie i trafiłem na jedno pełnowymiarowe opracowanie autorstwa Józefa Dyskanta, liczące sobie bagatela czterdzieści lat. Nieco mało, gdy weźmiemy pod uwagę, jak wiele pisało się w Polsce o przebiegu kampanii wrześniowej i uczestniczących w niej jednostkach. Borowiak gruntownie odkurzył temat, opisał go dość dokładnie, a przy tym przypomniał postać komandora Kanafoyskiego. Na uwagę zasługuje szczegółowy opis walk, jakie Oddział Wydzielony „Wisła” prowadził we wrześniu 1939 roku.

Borowiak tradycyjnie sięga po liczne źródła archiwalne i wspomnienia, umiejętnie komponując je z analizami technicznymi oraz taktycznymi. Sporo materiałów jest dostępnych wyłącznie wąskiemu gronu fachowców zajmujących się dziejami polskiej floty (to często przedruki z branżowej prasy, nierzadko sprzed wielu lat). Dobrze zatem, że ukazują się drukiem raz jeszcze, w bardziej przystępnej i dostępnej formie. W przypadku samego dowódcy, Borowiak uzupełnił życiorys Kanafoyskiego o powojenny epilog, choć okres pobytu w obozie jenieckim nie został w książce udokumentowany. Całość uzupełnia natomiast bogaty materiał fotograficzny, w tym liczne zdjęcia odnoszące się do współczesności i ceremonii odsłonięcia pomnika upamiętniającego marynarzy Kanafoyskiego w Bydgoszczy.

„Marynarka Wojenna Polski Odrodzonej” zgodnie z oczekiwaniami jest serią interesującą i odkrywającą nieznane karty historii. Jeśli interesującą Was szczegóły dotyczące samej koncepcji wydawniczej i przygotowania poszczególnych tomów do druku, odsyłam Was do recenzji pierwszej części „Stawiacz min ORP Gryf 1934-1939”. Uznałem bowiem, iż nie ma sensu powtarzać tego samego w kolejnym tekście. Z kronikarskiego obowiązku odnotuję jeszcze, że w międzyczasie ukazał się drugi tom kolekcji, w którym Borowiak szczegółowo opisuje historię Dywizjonu Ćwiczebnego i Dywizjonu Minowców w latach 1921-1939.

O Oddziale Wydzielonym „Wisła” mówi się bardzo mało, choć ze strategicznego punktu widzenia odgrywał on istotną rolę w budowaniu polskiej defensywy w czasie Wojny Obronnej 1939 roku. Cieszę się zatem, że temat ten został uwzględniony przez Borowiaka w serii poświęconej marynarce wojennej RP okresu dwudziestolecia, nawet jeśli jednostka istniała ledwie kilka miesięcy. Jeśli bowiem mówimy o kompleksowym podejściu do rodzimej floty z latach 1919-1939, Oddziału Wydzielonego „Wisła” nie mogło zabraknąć.

Ocena – 7,5/10

Recenzja Portalu Historycznego II wojna światowa:

Tytuł – Skarb z South Hinskey. Nieznane dokumenty polskiego wywiadu – Ekspozytura 300 – Enigma

Rok wydania – 2022

Autor – Mariusz Borowiak

Wydawnictwo – Stara Szuflada

Liczba stron – 285

Tematyka – kulisy historycznego odkrycia, które rzuca więcej światła na działalność polskiego wywiadu z czasów II wojny światowej – skrzynia z tajnymi dokumentami przez kilkadziesiąt lat spoczywała w ziemi, czekając na ponowne odkrycie.

Ocena – 7,0/10

Edmund Piechowiak. Nie była to pierwszorzędna postać w polskiej historii. Dla większości pasjonatów historii jest człowiekiem anonimowym, choć na anonimowość na pewno nie zasługuje. Czy można by go określić mianem „asa polskiego wywiadu”? A może, zważywszy na słabą rozpoznawalność, „zapomnianego asa polskiego wywiadu”? Niektórzy publicyści pewnie nie oparliby się pokusie, by tymi barwnymi słowami opisać człowieka, którego życiorys – teraz odkurzony przez Mariusza Borowiaka – mógłby kryć niejedną tajemnicę. Skoro Edmund Piechowiak przez kilkadziesiąt lat pełnił rolę depozytariusza niegdyś ściśle tajnych dokumentów polskiego wywiadu, a następnie powierzył je synowi, może nie była to jedyna z jego tajemnic.

Tak dochodzimy do skarbu, który w 1997 roku Borowiak i Alfred Piechowiak wykopali na posiadłości Piechowiaków w South Hinskey, by następnie… milczeć przez kolejne kilkanaście lat. Dopiero teraz odkryte dokumenty zostały zebrane w jednej publikacji. Borowiak stał się nowym depozytariuszem tajemnicy, którą mógł się już podzielić ze światem, namaszczony do tego przez Alfreda Piechowiaka. Zrobił to w formie książki, której zasadniczą część (ok. 90%) stanowią skany wykopanych dokumentów oraz zdjęcia z archiwum Piechowiaków. Całość uzupełnia opis historii odkrycia skarbu. Wydawać by się mogło, że najważniejsze w tej publikacji będą same dokumenty, ładnie i czytelnie zaprezentowane na zdjęciach. Mam inne zdanie. Najważniejsze jest bowiem to, czego nie ma, a więc analiza wartości odkrycia i tego, co zawierała skrzynia zakopana w South Hinskey.

To nowa odsłona pisarskiego rzemiosła u Borowiaka, choć niektóre elementy znamy już z poprzednich książek. Kwestia teraźniejszości, a więc poszukiwań i badań – co ma szczególne znaczenie w kontekście kulisów pracy współczesnych historyków (jak się okazuje, to nie tylko archiwa i dokumenty, ale i praca z łopatą w ręku, bardziej w stylu archeologa-poszukiwacza skarbów) – była poruszana chociażby w obszernym sprawozdaniu z wyprawy na wrak „Kujawiaka”. Tam Borowiak także metodycznie opisywał, w jaki sposób ekipa płetwonurków prowadziła swoje badania i podwodną ekspedycję. Poszukiwania nie są zatem dla tego autora pierwszyzną. Zaskoczeniem może być dobór tematu, co z kolei może nieco tłumaczyć brak szerszego komentarza na kartach książki.

Trudno jest mi ocenić rzeczywistą wagę odkrycia opisanego na kartach „Skarbu z South Hinskey” – to zostawię ekspertom „siedzącym w temacie” współczesnych poszukiwań. Niewątpliwie historia zaprezentowana przez Borowiaka zrobiła na mnie wrażenie, przypominając, iż nie wszystko o polskich kryptologach i o ich pracach nad łamaniem kodów Enigmy już wiemy. Zresztą, zwróćmy uwagę, iż początki badań Borowiaka sięgają lat dziewięćdziesiątych. Odkryte wówczas dokumenty czekały na kompletną publikację i ich opracowanie ćwierć wieku, a wcześniej pięćdziesiąt lat przeleżały albo w rodzinnym archiwum, albo zakopane w ziemi. Ile podobnych perełek czeka jeszcze na odkrycie?

Wracając do „tego, czego nie ma”. Tak, dokumenty zostały przedrukowane (choć chyba ostatecznie nie w komplecie), a skany poprzedził krótki wstęp Borowiaka, bardziej w celu przytoczenia kulisów odkrycia, niż wyjaśniania, z czym mamy do czynienia pod względem archiwalno-historycznym. W konsekwencji dokumenty są pozbawione komentarza, jakiejkolwiek historycznej osnowy, analizy, umiejscowienia w kontekście działalności Ekspozytury 300. Pomimo mojego zainteresowania kryptologami i szczerych chęci, absolutnie nie mam pojęcia, co z nich wynika, jakie możemy wysnuć wnioski, jaka jest waga odkrycia. Pod tym względem jestem zatem rozczarowany. Być może „Skarb z South Hinskey” miał przetrzeć szlak, otworzyć drzwi do dalszych, już bardziej dokładnych badań, ale wówczas warto było się wstrzymać z publikacją. Skoro materiały czekały tak długo, kolejny rok na ich solidne opracowanie nie zrobiłby większej różnicy.

Na marginesie wydania warto zwrócić uwagę na niedawną współpracę Borowiaka z Markiem Grajkiem, wybitnym ekspertem badającym kryptografię i historię polskiego programu kryptologicznego. Połączenie sił dwóch uznanych na polskim rynku autorów niewątpliwie będzie sprzyjać promocji i książki, i odkrytych dokumentów, i samego faktu, iż polscy kryptolodzy byli prekursorami zaawansowanych technologicznie programów łamania szyfrów Enigmy wykorzystywanych później w Bletchley Park. Daje także nadzieję na opracowanie odkrytych materiałów, a przy tym wyjście z tematem poza Polskę. Aspekt promocyjny – zobaczymy, czy temat „złapie” za granicą – uznaję za jeden z atutów publikacji Borowiaka. Czekam także na drugie podejście do „skarbu”, bo niewątpliwie zasługuje on na lepsze potraktowanie niż wyłącznie „suchy” przedruk skanów.

Ocena – 7,0/10

Mateusz Łabuz