Zbrodnia nieprzedawniona

Morderstwo w Mokranach – „mały morski Katyń” – przez z górą pół wieku otoczone był murem milczenia i kłamstw. Przez wszystkie lata, począwszy od zakończenia działań wojennych aż do drugiej połowy lat 80. XX wieku, dramatyczne losy marynarzy z Flotylli Pińskiej, którym po 17 września 1939 roku przyszło walczyć na dwóch frontach, należały do tematów tabu. Nadzieja, by prawda ujrzała światło dzienne, była nikła, choć wciąż żyła grupa świadków pragnących ujawnić potomnym nieznane fakty.

      Oprócz skompletowania pełnej listy ofiar egzekucji w we wsi Mokrany (obecnie Republika Białorusi), położonej niespełna 50 kilometrów na południowy wschód od Brześcia nad Bugiem, było ustalenie daty zdarzenia, poznanie nazwisk oprawców oraz dokładne wskazanie miejsca rozstrzelania polskich marynarzy.

      Odpowiedzialność za dokonanie bestialskiego mordu na polskich jeńcach ponoszą członkowie Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) Artemija Sadza i dowództwo sowieckiej 32. Brygady Pancernej, wchodzącej w skład 4. Armii pod dowództwem komdiwa Wasilija Iwanowicza Czujkowa, w której pasie działania na Polesiu popełniono jeszcze inne zbrodnie. Po tym czasie jak dowództwo Frontu Białoruskiego podjęło decyzję o przekazaniu polskich jeńców miejscowym ukraińskim oddziałom terrorystycznym los marynarzy z Pińska został przesądzony. Nad sprawnym przebiegiem zabójstwa Polaków czuwali wyznaczeni czerwonoarmiści. Bierny udział żołnierzy sowieckich w zbrodni w żaden sposób nie zwalnia ich od odpowiedzialności za popełnione przestępstwo. Egzekucja wykonana rękami Ukraińców należy do tych potwornych zbrodni, gdzie ewidentnie naruszona została międzynarodowa konwencja o traktowaniu jeńców wojennych.

      Dopiero na początku lat osiemdziesiątych, po lekturze kilku artykułów opublikowanych w piśmie Stowarzyszenia Marynarki Wojennej w Londynie – „Nasze Sygnały”, natrafiłem na strzępy informacji i wspomnienia byłych marynarzy Flotylli, którzy poczynając od trzeciego tygodnia wojny, po samozatopieniu własnych jednostek brali udział w potyczkach z ukraińskimi dywersantami i zmotoryzowanymi oddziałami sowieckimi. Zacząłem gromadzić materiały źródłowe. Dotarłem do ostatnich żyjących świadków, lecz w tym czasie o tym, co mi przekazali, nie wolno było w Polsce pisać.

      Otóż myśl napisania książki „Zapomniana flota. Mokrany” (nowe wydanie Zapomniana flota. Mokrany. Polska Marynarka Wojenna w wojnie z Rosją Sowiecką w 1939 r.) powziąłem już kilkanaście lat temu, ulegając namowom Jana Kurka z Wieliczki i Aleksandra Cudiły ze Słupska, byłych marynarzy Flotylli Rzecznej MW w Pińsku. Obaj sędziwi już panowie przekonali mnie o potrzebie i zarazem obowiązku realizacji tego projektu. Zdawałem sobie sprawę z faktu, że zmierzenie się z tajemnicą zbrodni w Mokranach jest dla mnie wielkim wyzwaniem.

                

      Pomimo wielokrotnie podejmowanych prób i apeli, nie dotarłem do większości rodzin pomordowanych marynarzy – nadal oczekuję na korespondencję i kontakt od Czytelników. 

     W kwietniu 1989 roku ówczesne Ministerstwo Spraw Zagranicznych Białoruskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej, na wniosek Konsula Generalnego PRL w Mińsku, zajęło stanowisko w sprawie – „wypadku” w Mokranach. Władze Białorusi ogłosiły, że według kompetentnych organów, żadnych danych na temat inspiratorów wymordowania polskich oficerów i podoficerów Marynarki Wojennej 26 września 1939 roku (oficjalnie podawana data zbrodni), w archiwach Związku Socjalistycznego Republik Sowieckich nie znaleziono. Do tej pory pokutuje w literaturze historycznej oficjalna wersja, że korzystając z okresu chaosu („bezwładzy”) przestępcza grupa ukraińskich nacjonalistów Artemija Sadza, wywodząca się spośród miejscowej ludności dokonała napadu na grupę polskich oficerów w celu grabieży ich mienia, działając z własnej inicjatywy ponosi wyłączną odpowiedzialność za dokonanie mordu. Niestety, owe oświadczenie nie odpowiada prawdzie…

     Po wielu staraniach Rada Ochrony Pamięci Walki i Męczeństwa uzyskała zgodę na upamiętnienie miejsca kaźni. We wrześniu 1991 roku doszło do uroczystego odsłonięcia pomnika. Nie opodal ruchliwej szosy łączącej Ukrainę i Białoruś na łące, przed wzniesionym przez pracowników Energopolu pomniku, zebrali się liczni przedstawiciele Polonii, rodzin zamordowanych, przyjezdni goście i mieszkańcy wsi. 

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.